Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Jak na dłoni - Blog Jacka Żakowskiego Jak na dłoni - Blog Jacka Żakowskiego Jak na dłoni - Blog Jacka Żakowskiego

19.01.2016
wtorek

Mail dla demokracji

19 stycznia 2016, wtorek,

Napiszcie do prezydenta Cieszyna. Przysłużycie się dobrej sprawie. Konkretnie demokracji.

Wiem, że teraz powinienem pisać o PiS, Europie, Trybunale, prokuraturze i o całym tym rewolucyjnym szale, który się przez Polskę przetacza. Ale kiedy wszyscy robią to tak niezwykle obficie i kiedy ma się świadomość, że to jest nasz problem na lata, czasem wolno zrobić sobie przerwę. Dla mnie to jest właśnie ten moment. Dlatego zamiast o wielkich sprawach naszego wielkiego świata – będzie o małym domku w małym polskim Cieszynie.

Dlaczego? Bo gdyby takich domków było w Polsce ze sto, a lepiej tysiąc razy więcej, to pewnie nie byłoby całego tego rewolucyjnego szału. A tak się składa, że nawet ten – jeden z nielicznych – tętniących życiem domków, będących przyczółkami opornie rodzącego się polskiego społeczeństwa obywatelskiego, wkrótce może zniknąć.

Domek stoi dokładnie na granicy, na malowniczej skarpie nad brzegami rzeki, przy wjeździe na most prowadzący do Czech. Ta lokalizacja nie jest przypadkowa. Za komuny było to miejsce niespecjalnie przyjemne, bo tu mieścił się posterunek, na którym WOP-iści i celnicy trzepali mieszkańców przekraczających granicę. Kiedy nastała Unia i granica znikła, domek opustoszał. Ale dość szybko ożył w całkiem nowej roli. Miejsce ponurych facetów w mundurach zajęli aktywiści, twórcy, czytelnicy, dzieci biorące udział w zajęciach kulturalnych, uczestnicy debat. Miejsce ponure stało się miejscem pogodnym. Miejsce stworzone przeciw ludziom stało się miejscem dla ludzi.

W tym miejscu z czeskiego do polskiego Cieszyna idzie się zapyziałą ulicą Hlavni zdominowaną przez zaopatrujące Polaków sklepy z tanim alkoholem, potem wchodzi się na prosty most nad Olzą, której środkiem biegnie granica państwowa, żeby zaraz za rzeką znaleźć się w innym świecie. Po czeskiej stronie niewiele się w ostatnich dekadach zmieniło poza tym, że w sklepach dominują sprzedawcy o południowo-azjatyckich rysach, a na wystawach stoi likier marihuanowy. Po polskiej stronie, gdzie ulica Hlavni przechodzi w Zamkową, widać wybuch społecznej energii uwolnionej przez zmianę systemu. Mało jest miejsc, gdzie można tak dobrze zobaczyć przewagi polskiej transformacji i przekonać się, jaki to cud sprawił, że gonimy lepiej rozwinięte kraje dawnego bloku sowieckiego.

Po polskiej stronie Cieszyn tętni nowym życiem. W drodze na rynek kuszą sklepy wielkich światowych marek i knajpki wszelkich rodzajów, w tym sprzedające słynne od wieków cieszyńskie kanapkami ze śledziem. Że wchodzimy do innego świata, widać już jednak wcześniej, kiedy mija się niezbyt okazałą, ale tętniącą życiem, typową konstruktywistyczną bryłę domku dawnego przejściach granicznego.

Na niewielkiej przestrzeni częściowo wyremontowanej strażnicy, której głównym gospodarzem jest od sześciu lat Świetlica Krytyki Politycznej „Na Granicy”, skupiło się kilkanaście społecznych i artystycznych inicjatyw i organizacji. Księgarnio/Czytelnia „Na Granicy”, Spółdzielnia Społeczna „Parostatek”, Klub Kobiet Kreatywnych, Szkoła Rysunku, Malarstwa i Myślenia, Klub Filozoficzno-Muzyczny „Kogucik”, Kawiarnia Sezonowa „Cafe Granica”, Stowarzyszenie Serfenta (promujące dziedzictwo kulturowe – głównie plecionkarstwo), pracownie artystyczne Bogdana Kosaka (ceramika) i Marka Gajdy (szkło).

Takie miejsca różnie się nazywa. Kiedyś byłby to po prostu „dom kultury”. Ja wolę je nazywać „inkubatorami społeczeństwa obywatelskiego”. Takich inkubatorów nie ma w Polsce wiele. Są gminne domy kultury zatrudniające etatowych animatorów i oferujące różne usługi kulturalne – od kółek i kursów po koncerty. Samorządy organizują festiwale, festyny, dni, tygodnie, miesiące różnych aktywności społeczno-kulturalnych. Są samorządowe biblioteki, świetlice i remizy. Ale spontanicznie, stworzonych i działających wyłącznie społecznym wysiłkiem inkubatorów żywych więzi społecznych mamy bardzo mało.

W krajobrazie sformalizowanej przez samorządy etatowej kultury i aktywności społecznej cieszyńska świetlica – podobnie jak galeria w Bytomiu albo Pogranicze w Sejnach – należy do niezwykle rzadkich fenomenów miejsc, które urodziły się same, siłą naturalnej społecznej energii jednej lub kilku osób, a potem spontanicznie obrosły energią innych osób czy grup i wciąż budzą oraz kumulują nową społeczną energię.

Każdy wójt, burmistrz czy prezydent miasta może sobie zbudować dom kultury, bibliotekę, świetlicę. Wynajęci fachowcy zorganizują mu tam zajęcia, imprezy i atrakcje dla mieszkańców. Jak gmina da pieniądze, coś będzie się tam działo. Trochę dzieci się zawsze zapisze na kółka, trochę dorosłych przyjdzie na imprezy. W statystyce może to przypominać żywe społeczeństwo. Ale z reguły będzie to lepsza albo gorsza atrapa społecznego zaangażowania lub więzi. Faktycznie będą to raczej finansowane z budżetu kulturalne „usługi dla ludności”. Potrzebne, sensowne, podnoszące jakość życie pewnej części mieszkańców, ale mające bardzo mało wspólnego z budowaniem społeczeństwa obywatelskiego, które jest niezbędnym fundamentem trwałej demokracji i którego w Polsce dramatycznie brakuje. Dlatego – jeśli już tu i ówdzie powstają – trzeba na nie troskliwie chuchać i dmuchać. Nie rozpieszczać. Nie dokarmiać i zwłaszcza nie przekarmiać, nie udomawiać, nie etatyzować, nie usamorządowiać, nie komunalizować, bo to jednak muszą być dzikie zwierzęta. Nie wolno ich uzależniać od samorządowego cycka, ale też nie wolno zabijać. Najlepiej jest, kiedy władza im kibicuje życzliwie, lecz niezbyt ostentacyjnie.

Tak z grubsza było w Cieszynie przez lata. Z fantastycznym skutkiem. Aż przyszły czarne chmury. W połowie zeszłego roku zaczęły krążyć plotki, że domek na granicy ma być wyburzony, bo przesłania widok z mostu na cieszyński zamek. Trochę pewnie przesłania. Można się oczywiście spierać, czy tylko przesłania, czy także podkreśla w granicznej perspektywie złożoną historię Śląska Cieszyńskiego, która w XX w. doprowadziła do podziału miasta przez wieki stanowiącego jeden zwarty organizm narastający wokół zamkowego wzgórza. Jeśli się zburzy strażnicę, następne pokolenia nie będą już miały szansy zobaczyć żadnego materialnego śladu dwudziestowiecznego podziału. To by była strata niepowetowana i gwałt na historycznej pamięci. Ale to jest teraz sprawa drugorzędna. Bo nie jest pewne, co się z tym miejscem stanie, choć jest już bardzo prawdopodobne, że społecznicy stracą domek na granicy i genius loci strażnicy, która obrosła społeczną energią, zniknie – choć pewnie inicjatywy, które się tam zgromadziły, znajdą sobie jakieś nowe siedziby i będą coś dalej robiły. Podobnie jak warszawska „Krytyka Polityczna”, która straciła lokal na Nowym Świecie, będący kiedyś tętniącym fenomenem uniwersyteckiego kampusu i dostała w zamian lokal na Foksal, który stał się ciekawym ośrodkiem seminaryjnych debat, gdzie szlifują się myśli i idee, ale nie tworzy się żadna nowa ważna pokoleniowa więź społeczna i obywatelska.

Wiadomo, że jak chce się uderzyć psa, to kij się zawsze znajdzie. Cieszyński kij w postaci widoku na zamek to jednak wyjątkowy absurd. Ale lepszego nie ma. „Na Granicy” nie kosztuje miasta ani grosza. Finansuje się samo z rozmaitych grantów i dochodów. A korzyści, jakie odnosi cieszyńska społeczność, są nie do przecenienia. I nie tylko Cieszyn te korzyści odnosi. Bo świetlica jest wzorem dla innych. Nie jest to łatwy wzór, bo opiera się on na fenomenie grupy aktywistów, który musi powstać samoistnie i którego za żadne pieniądze nie da się kupić. Ale każdy podobny lokalny fenomen może z tego doświadczenia czerpać. Nie tylko know-how, ale też otuchę, że „można”, że to się „może udać”. Przynajmniej dopóki taki wzorcowy fenomen istnieje.

Dlatego bez wahania wysłałem do prezydenta Cieszyna maila z prośbą, by tego fenomenu nie niszczył. I Państwa też gorąco do tego zachęcam. Może też dzięki Wam jednak zadrży mu ręka, zanim zdecyduje, by zniszczyć fenomen, który się Cieszynowi przydarzył. Więcej informacji i proponowany tekst listu jest tutaj.

Nie odkładajcie tego. Do ogłoszenia decyzji zostało parę dni.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Dobry wieczór. Hmmmm mam tak mieszane uczucia, że trudno zebrać myśli. Mieszkam i bloguję w Cieszynie od lat. Kocham Cieszyn i daję temu wyraz na wiele sposobów. Dziś napisałam list do naszego Burmistrza w obronie budynku przy Zamkowej 1, cieszę się że ktoś tak znany ujął się za organizacjami z tego miejsca, ale… Zawsze jest jakieś ale… Miłość do miasta nie pozbawiła mnie jednak pewnej dozy obiektywizmu. Po pierwsze mam wrażenie, że jest Pan zbyt surowy dla czeskiej strony (tak wiem ma być kontrast, ci źli kontra jasna strona mocy) ale spowodowało to, że mam ochotę bronić naszych czeskich sąsiadów… Jak Pan wspomniał to zawsze było jedno miasto i dopiero 96 lat temu zostało sztucznie przedzielone. Każda strona ma swój urok i zalety. Po drugie opis naszej strony wydaje mi się bajkowy (atrakcyjny, a jakże) ale nieprawdziwy. Mieszkańcom Cieszyna i sobie życzę aby tak było w przyszłości. Ciekawe czy inni Cieszyniacy się odezwą i skomentują ten bardzo potrzebny apel. Pozdrawiam serdecznie.

  2. Cieszyn to miasto mojego dzieciństwa i mojej wczesnej młodości, rodzinne związki mam z Zaolziem. Był czas, że to po czeskiej stronie Cieszyn miał piękniejsze ulice, a na tych ulicach piękne sklepy z pięknościami, o jakich w Polsce w latach 50tych, 60tych i później można było tylko pomarzyć. Pełno było pięknych restauracji i kawiarni, w których jeszcze do lat 70tych, może jeszcze później, panował duch czasów „cesarsko-królewskich”. Czeski Cieszyn podupadł, kiedy Polacy, których na Zaolziu zawsze była większość, wyprowadzili się (do Polski) albo wymarli, a władze czeskie dokończyły zaczętą po wojnie brutalną politykę czechizacyjną. Jej efektem jest obecny stan tej części miasta.

  3. W Cieszynie nie byłem ale uwierzyłem Panu na słowo że warto wesprzeć te osoby, które prowadzą w tym budynku taką działalność o której Pan pisze – wysłałem maila. Czy pomoże wątpię. „Wadza” jak mówi pan Wałęsa kieruje się własnymi kryteriami i takie działalności społeczne ma w nosie żeby nie użyć bardziej dosadnych słów.
    Ps.
    Pozdrowienia dla pana Zandberga. Ale tego Zandberga , którego Pan zaprosił w ostatni przedwyborczy piątkowy poranek do radia TOKFM to ja Panu nie daruję. W każdym razie do następnych wyborów. Czy czasem Pan nie zadaje sobie takiego pytania ? Kurczę, gdybym zaprosił Nowacką to może ZL dostałaby te 0,5% więcej i byśmy byli w tej chwili w innej sytuacji politycznej. Naturalnie są setki innych powodów dla których nie zebrano tych 8%. Ale jednym z tych setek może jest mój.
    Zdrówka życzę.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Jacku w Czechach do prawie każdej dziury można dojechać pociągiem my w szale gonienia ,,balcerowiczem” nie tylko polikwidowaliśmy połączenia ale dołożyliśmy wszelkich starań by likwidacja była nieodwracalną po przez odpowiednią dewastację. Litościwie pomijam, że mentalnie dziarsko maszerujemy ku jeżeli nie średniowieczu to międzywojniu na pewno.
    Tak, że ostrożnie ,,ważne by plusy dodatnie nie przesłoniły plusów ujemnych”

  6. Redaktorze.
    Kilka sprostowań.
    1. Cieszyn nie ma prezydenta, a burmistrza.
    2. Po południowej stronie Olzy, nie ma Czech, a taki sam Górny Śląsk, jak po północnej stronie Olzy.
    Państwo za rzeka nazywa sie Republika Czeska, nie Czechy.
    Budynek dawnej strażnicy prawdopodobnie należy do wojewody, jak inne budynki na pozostałych dawnych przejściach granicznych. A więc to nie ten adresat petycji. Może sie mylę, może nie, ale wypadalo by, by tak renomowany Redaktor najbardziej poczytnego pisma pisał rzetelnie.
    Pozdrawiam.

  7. Ma pan racje panie redaktorze.
    Po polskiej stronie dynamika polskiej przedsieborczosci jest wielokrotnie wieksza niz po stronie czeskiej. W 2014 bylismy z zona w Wisle i zatrzymalismy sie u Golebiewskigo. Hotel jest dobry i jedzenie jest wysmienite. Pojechalismy samochodem do Jablonkowa na czeskiej stronie i bylismy totalnie rozczarowani. Tam dalej panuja lata siedemdziesiate. Wszystkie sklepy zamkniete o godzine 18:00. Roznica kolosalna. Wracajac na polska strone poczulismy sie dumni ze pochodzimy z Polski.

  8. Po południowej stronie Olzy, jak i po północnej stronie nie ma żadnego Górnego Śląska tylko Śląsk Cieszyński ( jak to sugeruje niejaki andrzej52, powielając niezbyt prawdziwe wymysły pewnej śląskiej organizacji…).