Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Jak na dłoni - Blog Jacka Żakowskiego Jak na dłoni - Blog Jacka Żakowskiego Jak na dłoni - Blog Jacka Żakowskiego

20.12.2015
niedziela

Problem z demokracją

20 grudnia 2015, niedziela,

„Kraje byłego obozu sowieckiego mające problem z demokracją i rządami prawa, takie jak Rosja, Węgry i ostatnio Polska…” – to (lub podobne) zdanie słyszałem w przedświątecznym tygodniu kilkadziesiąt razy.

Za każdym razem czułem się tak, jakby ktoś napluł mi w twarz. Chociaż wiedziałem, że mówią to ludzie nam życzliwi, zajmujący się Europą Wschodnią lub Polską z sympatii do nas, czasem z fascynacji tym dziwnym regionem, na zajmowaniu się którym trudno jest zrobić w zachodnim świecie karierę, a zwłaszcza zbić fortunę.

Nie pomogło mi, kiedy zrozumiałem, że doprowadzając naszą demokrację do takiego stanu, sami napluliśmy sobie w twarz. Nieważne, kto jest winien – w oczach innych, życzliwych nam i zainteresowanych naszym losem ludzi wszyscy zostaliśmy zdegradowani do pozycji tych biednych, godnych współczucia społeczeństw, które z rozmaitych powodów nie są w stanie porządnie się rządzić i zachować standardów cywilizowanego świata.

Nieżyczliwi już się z nas śmieją („ci zarozumiali Polacy, znów dostali po nosie”). Życzliwi się o nas martwią („ci biedni Polacy, znów im się nie udało”). Obojętni, których jest pewnie najwięcej, martwią się, czym im to może grozić („czy Unia się przez Polskę nie rozpadnie?”).

Nikomu nie życzę takiej dawki smutnego realizmu, ale „tatuś musi”. Z mojego punktu widzenia warto było spędzić trzy dni na poświęconej modelom transformacji („Capitalism, Socialism, and the Alternatives”) konferencji w Londynie, żeby zrozumieć, jak radykalnie w ciągu ostatniego miesiąca zmieniła się sytuacja Polski w Europie i świecie. Konferencja była zorganizowana przez School of Slavonic and East European Studies (SSEES) – należący do Uniwersytetu Londyńskiego (UCL) – poza Rosją największy na świecie ośrodek badawczy zajmujący się Europą Wschodnią. Założył go w roku 1915 przyszły prezydent Czechosłowacji Jan Masaryk.

SSEES obchodzi właśnie stulecie i z tej okazji już kilka lat temu postanowił solidnie podsumować ćwierćwiecze wschodnioeuropejskiej transformacji. Jan Kubik, polski socjolog i antropolog, który poprzednio pracował na amerykańskim Rutges University, a od roku jest dyrektorem SSEES, ten pomysł podtrzymał. Ale to, co kilka lat temu miało być chyba czymś na kształt hymnu pochwalnego dla naszego regionu, okazało się raczej czymś w rodzaju potransformacyjnej stypy.

Miało być wspaniale, a wyszło jak zwykle. Węgrami rządzi dziś Orbán, coraz bardziej przypominający admirała Horthego, tyle że flirtuje z Rosją – nie z Niemcami. Słowacją rządzi Fico, coraz bardziej upodabniający się do księdza Tiso, chociaż alienuje Cyganów – nie Żydów, i robi to z umiarem. A Polską rządzi Kaczyński, który coraz wyraźniej pozuje na Piłsudskiego, chociaż widząc, że Belweder jest chwilowo zajęty, zdaje się polować na pałacyk Trybunału Konstytucyjnego w cieszącej się wyjątkowo złą sławą warszawskiej alei Szucha.

Oczywiście wszystkie te porównania są mocno na wyrost. Nie służą temu, by kogokolwiek obrazić (od razu dotkniętych przepraszam), ale zilustrowaniu ponurej tendencji polegającej na tym, że społeczeństwa niestety ciążą ku swoim specyficznym, powtarzalnym historycznie formom samoorganizacji, nawet jeżeli wiążą się z nimi głównie ponure wspomnienia. Historia się nie powtarza, ale często sama się karykaturyzuje na kolejnych okrążeniach, przyjmując coraz pocieszniejsze formy. Aktorzy na ogół nie zdają sobie z tego sprawy, ale obserwatorzy niezwłocznie to wychwytują. Bo takie karykaturalne repliki doskonale wpisują się w stereotypy.

Jeśli do całego wyszehradzkiego politycznego nieszczęścia i gospodarczej niejednoznaczności doda się Rosję, Białoruś, Ukrainę i resztę obszaru postsowieckiego, jeśli się popatrzy na Bułgarię, Rumunię i kraje Bałtyckie – trudno jest dzisiaj trwać w wierze, że przez te ćwierć wieku europejski Wschód dołączył do Zachodu. Zachodni politycy, którzy przede wszystkim nie chcą robić sobie wrogów, lubią mówić o sukcesach integracji, choć bywają w konkretnych sprawach krytyczni; zachodni akademicy narzucający sobie reguły otwartości i tolerancji dla innych mówią o postępującym procesie integracji, choć widzą rozmaite problemy; ale już zachodni dziennikarze, podobnie jak każdy z nas, widzą, że integracja jest coraz bardziej oczywistą, choć wciąż jeszcze nienazwaną porażką. To nie znaczy, że musi być porażką w przyszłości, ale chwilowo jest.

Transformacja nam się pod wieloma technicznymi względami udała, a integracja (czyli westernizacja Wschodu) – nie. Przez dekadę, jaka minęła od rozszerzenia Unii, zbliżyliśmy się do Zachodu cywilizacyjnie i ekonomicznie, ale oddaliliśmy się politycznie i kulturowo. Łatwiej dziś wskazać, co łączy wschodnioeuropejskich liderów i ich polityczne pomysły z Władymirem Putinem niż z Angelą Merkel. Dlaczego tak się stało, to jest duże pytanie. Ale faktem jest, że idąca ze wschodu antyintegracyjna i antyzachodnia fala politycznie doszła do brzegów Odry.

Wiele parametrów pokazuje, jak bardzo jesteśmy inni. Bella Greskovits i Dorothee Bohle, autorzy fundamentalnej książki o wschodnioeuropejskich modelach posttransformacyjnego kapitalizmu, która była jednym z kluczowych tematów konferencji w SSEES, pokazują rozmaite tropy. Ale prawdę mówiąc, za objaśnienie starczyło sponsorowane przez polską ambasadę wystąpienie Leszka Balcerowicza na koniec pierwszego dnia. Po Thomasie Pikettym, który mówił to, co od ponad roku mówi na okrągło – czyli że kapitalizm prowadzi do koncentracji bogactwa i tworzy wielkie nierówności, które trzeba kontrolować dla dobra rynku i demokracji; po Naomi Klein, która mówiła sporo o globalnym ociepleniu i dużo o tym, o czym mówi od lat – czyli jak demokratyczny kapitalizm stał się kapitalizmem korporacyjnym; po Chantal Mouffe, która tłumaczyła, dlaczego trzeba ożywić agonistyczną demokrację, odtwarzając coś na kształt dawno wygasłego sporu lewicy z prawicą, przyszedł czas na Balcerowicza, który miał opowiedzieć o sukcesach transformacji, ale zamiast tego przypuścił brawurowy atak na niszczący cały świat socjalizm, ukrywający się nawet w Ameryce, nie mówiąc o Anglii. Jako jeden z dowodów wskazał „marksistowski wymysł”, którym jest prekariat: „gdzie jest ten prekariat?” – pytał retorycznie. Gdybyście państwo widzieli, jak szeroko otwierały się oczy słuchaczy, gdybyście – jak ja – siedzieli wśród publiczności i słuchali śmichów-chichów, pomruków, docinków – zrozumielibyście, gdzie dziś tkwi nasz problem. W Polsce jednak nikogo Balcerowicz nie śmieszy.

Szef SSEES, Jan Kubik, przedstawił Balcerowicza jako polskiego Erharda (autora powojennego niemieckiego cudu gospodarczego). I miał sto procent racji. Może nawet dwieście, bo Balcerowicz jest też wcieleniem naszego cudu, a nie tylko jego konstruktorem. Ale w odróżnieniu od cudu niemieckiego nasz cud właśnie się załamał.

Duża część konferencji musiała więc skupić się na szukaniu odpowiedzi, dlaczego po epoce wschodnioeuropejskich Erhardów zamiast rozkwitu stabilnej demokracji, jak w Niemczech – przyszła epoka Orbána, Fico i Kaczyńskiego. Część odpowiedzi na pytanie, dlaczego wschodnia Europa po swoich Erhardach różni się od Niemiec po niemieckim Erhardzie, kryje się w odpowiedzi na pytanie, czym oryginalny Erhard i jego plan różnił się od naszych Erhardów i ich planów.

Różnica wydaje się oczywista. Po przerażających doświadczeniach poprzedniej dekady Erhard miał dwa cele – wzrost gospodarczy i spójność społeczną. Wiedział, że spełnienie obu jest warunkiem trwałości demokracji. Pół wieku później jego wschodnioeuropejscy następcy z Balcerowiczem na czele mieli tylko jeden cel. Był nim wzrost. Demokracja wydawała się im naturalnym i oczywistym społecznym wyborem, który sam się ziszcza, gdy znika totalitarna opresja. To był (i wciąż jest) fundamentalny błąd liderów naszych transformacji, którzy uważali (i wciąż uważają), że samo ponure doświadczenie politycznie ograniczonej wolności wystarczy, by demokracja powstała albo zmartwychwstała i trwała.

To oczywiście się sprawdza przez pierwsze kilka lat. Ale potem – nie. Autorytarny/totalitarny straszak po kilku latach słabnie i mniej więcej po półtorej dekady postkomunistycznej transformacji zanika, a przynajmniej traci praktyczne znaczenie. Silniejszy wzrost może łagodzić deficyt spójności, ale tylko opóźnia niszczące demokrację polityczne skutki deficytu spójności.

Pracujący nad kolejną książką Greskovits i Kubik chwycili tę prawidłowość, pokazując trzy wyraźne fazy wschodnioeuropejskich transformacji. Pierwsza faza trwała od roku 1990 do rozszerzenia Unii w roku 2005. Koszty transformacji powodowały wtedy idące przez region fale socjalnych protestów, których siła zależała od radykalności reform. Druga faza, którą uznają za „złoty wiek Europy Wschodniej”, trwała mniej więcej cztery lata – od wstąpienia do Unii w 2005 do wybuchu kryzysu w 2008 r. Demokracja miewała wtedy (jak zawsze) wahnięcia, ale się odradzała dzięki wzrostowi i integracyjnemu optymizmowi społeczeństw. Trzecia faza zaczęła się wraz z kryzysem na przełomie 2008 i 2009 r. Cena gospodarczego załamania Zachodu była na Wschodzie różna, ale skutki miała podobne.

Odpowiedzią na kryzys znów była fala niepokojów, ale tym razem nie były to niepokoje socjalne, lecz głównie etniczne – fale ksenofobii, szowinizmu, nacjonalizmu, tradycjonalizmu I antymodernizmu. W większości krajów powstały dwa podobne obozy wyznaczające przebieg politycznych podziałów. Z jednej strony obóz autorytaryzujący, kładący nacisk na (różnie rozumianą) spójność i suwerenność, a z drugiej obóz demokratyczny prorynkowy i prointegracyjny, broniący dotychczasowego dorobku transformacji oraz unijnej integracji mającej być gwarantem liberalno-demokratycznego porządku. Wszędzie pierwszy obóz wygrywa, a drugi trwa w beznadziejnej obronie.

Węgry Orbána są najbardziej wyrazistym i dotychczas najlepiej znanym przykładem. Słowacja premiera Fico idzie z grubsza ich śladem. Tyle że Węgry są głównie narodowe, a Słowacja jest głównie socjalna.

To nie są rozważania czysto historyczne i teoretyczne. Tak zarysowane linie politycznych podziałów determinują wynik i betonują scenę polityczną. Miks Kaczyńskiego jest gdzieś między Orbánem i Fico. Problem polega na tym, że ideowy miks wyłaniający się w powstającym polskim ruchu prodemokratycznego sprzeciwu też lokuje się gdzieś między opozycją węgierską a słowacką. To sprawia, że gdzieś w tym rejonie lokują nas także polityczne prognozy dla Polski.

Dla tych, którzy życzliwie się nami interesują i dobrze życzą polskiej demokracji, jest to niepokojące. Zapowiada długą, i nigdzie jeszcze niezakończoną sukcesem, drogę Polski do odbudowania liberalno-demokratycznego państwa. Jeśli bowiem front między blokiem prodemokratycznym i proautorytarnym biegnie tak jak na Słowacji i Węgrzech, to demokraci nie mają szansy na zwycięstwo, a ich przeciwnicy mimo gospodarczych i międzynarodowych porażek nie słabną, lecz stają się coraz silniejsi i wygrywają kolejne wybory.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 47

Dodaj komentarz »
  1. Jak mozna mowic o demokracji w panstwie w ktorym jej nie bylo!

  2. Bardzo dobry tekst. Widać wyraźnie, że nie jesteśmy wcale tacy wyjątkowi a raczej częścią dużo szerszego fenomenu dotykającego cała Europę postkomunistyczną. Wiemy już co się stało z naszą demokracją, pytanie jest jak ja naprawić.

  3. Problem z demokracją?
    Moim zdaniem raczej demokracja z problemami.
    Ramy mamy a że obraz nie wychodzi tak piękny jak niektórzy oczekują to jeszcze nic takiego.
    Demokracja w Polsce jest w budowie, dwa kroki do przodu i jeden w tył. Teraz jest ten do tyłu.
    Pobudka dla tych co uważali, że demokracja raz uzyskana będzie na zawsze.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wydaje mi się że jest dokładnie na odwrót Pana tezom. Transformacja nam się nie udała a westernizacja tak. Polacy świetnie się odnaleźli z powrotem w orbicie zachodnich wartości, żądni świata, bogacenia się oraz wiedzy!!!To źle przeprowadzona transformacja ciągnie się za nami jak flaki!!!Czymże są te swary polityczne jak nie rozgrywkami okrągłostołowymi rozciągniętymi w czasie???Pisze Pan, że zbliżyliśmy się ekonomicznie, a oddaliliśmy kulturowo. Znowu w drugą stronę!!!Ekonomicznie stanęliśmy po 25 latach na średniej płacy 500 euro i nic nie wskazuje, żebyśmy mieli dynamicznie zaczęli ten dystans pokonywać. Kulturowo jesteśmy bardziej europejczykami od Pana, a wypisując takie głupoty Pan mnie obraża. Wciąż czytam to Pana masło maślane które poza pustą semantyką do niczego nie prowadzi. Nic nie daje, nic nie wskazuje. Dlaczego Pan Kaczyński rządzi? Jeszcze Pan do tego nie doszedł?

  6. Za obecny stan RP podziękowania należą się Tuskowi, który stracił 8 lat na pozorowanie pracy premiera. Wielka szkoda,że POLITYKA wspierała Tuska i PO w czerpaniu korzyści ze sprawowania władzy .

  7. Proszę sobie wyobrazić, iż w ramach pracy rządu podstawowym zadaniem jest ochrona prawna i ekonomiczna _własnych_obywateli_.
    Obecny rząd, otrzymał prawo, nadane mocą DEMOKRATYCZNEGO wyboru w powszechnych wyborach, do administrowania i zarządzania naszym _wspólnym_ majątkiem narodowym, przy aprobacie większości obywateli.
    Jeśli dodał by Pan redaktor wykrzyknik (!) do tytułu swojej wypowiedzi, to bez urazy … turlałbym się, chichocząc, całą niedzielę.
    Pozdrawiam, również obłożonych «świętą anatemą anty-demokracji» …

  8. Ciekawy tekst, ale wiele w nim niespojnosci. Najwieksza z nich jest „niezauwazenie”, ze miks Kaczynskiego wyjechal do wladzy wylacznie na chaslach z obszru socjalu, skrzetnie ukrywajc ideolo.

    A to wskazuje na to, ze blizej nam do Slowacji niz Wegrzech. Choc jak widzimy sam Kaczynski jest w najbardziej odrazajacy sposob narodowcem.

  9. Zacznę komentarz od tego, że zaprzeczę jakoby nie było ważne „kto zaczął”. Przecież w 25 lat nie słychać w sporach polityków niczego innego jak to, że „wy zaczęliście pierwsi, to wasza wina”. Gdyby był to spór o fakty, to nie byłoby się czego czepiać, ale stronom sporu o nie chodzi o nie. Im fakty bardziej oczywiste, tym gorzej dla faktów, co potwierdził pan w opisie wystąpienia Balcerowicza. A przecież w tym przypadku mówimy o czymś bardzo namacalnym, widocznym dla każdego, kto porusza się w polskiej rzeczywistości. Co tu więc dopiero mówić o sporach dotyczących kształtu ustroju polskiego państwa. To jest taki stopień abstrakcji dla przeciętnego polskiego obywatela, że trudno mu z przekonaniem stanąć za którąś z wersji dzisiejszego sporu, rozpętanego przez Kaczyńskiego. Kto mówi prawdę? Wszyscy kłamią? W Polsce panie Żakowski nie mamy do czynienia z odbudową liberalno demokratycznego państwa, ponieważ takie państwo w Polsce nigdy nie istniało i nie istnieje. Takie państwo możemy zbudować, ale nigdzie nie jest powiedziane, że to się musi udać. Jak to zrobić, skoro Polska międzywojenna takim państwem nie była, powojenna też nie, więc nie ma się do czego odwołać. Jeśli ktoś ma na myśli tradycję demokracji szlacheckiej przed upadkiem Polski, to powinien się leczyć u psychiatry. Pamiętajmy, że gorsze zawsze wypiera lepsze, prostsze bardziej skomplikowane, nie wymagające wspólnego wysiłku od tego, do czego się trzeba przyłożyć i pielęgnować bez widoku na koniec. To dlatego demokracja liberalna jest łupinką na oceanie dyktatur i obskurantyzmu.

  10. Nie podzielam poglądu, że dzielimy się na demokratów i nie demokratów.
    Przy czym tylko demokratom należy się władza.

    Nie podzielam też poglądu, że demokraci są światli i zapewnią poprawne (politycznie) rządy.

    Nie podzielam też poglądu, że model węgierski jest co najmniej „nie pokojscy”

    Na przeciw siebie stoją dwie strony; Ci chcą, którzy władzy i Ci, którzy chcący władzy. Dla równowagi te strony trzeba rotować, wręcz mechanicznie. Po to są procedury wyborcze.

    W moim rozumieniu demokracja to narzędzie (!) utrzymania konfliktu społecznego w ryzach, pod kontrolą, nie dopuszczenia do wojny. Reszta to fasada, w szczególności poglądy o światłych demokratach, gotowych zadłużyć swoich wyborców po uszy aby utrzymać władzę !!!!

  11. A skąd bierze się w tej wspaniałej Europie Zachodniej wysokie poparcie dla Frontu Narodowego oraz kryzys lewicy w Wielkiej Brytanii? W którym państwie zbliża się referendum dotyczące wyjścia z Unii? Czy zjawisko, które wspomniani intelektualiści określają „kryzysem demokracji” (chociaż może jest to jedynie konserwatywny zwrot dokonujący się z różnych względów wśród obywateli Europy), rzeczywiście jakkolwiek zawęża się do krajów postkomunistycznych? Paternalistyczna troska rzadko przynosi dobre skutki w polityce.

  12. Proszę sobie wyobrazić, iż w ramach pracy rządu podstawowym zadaniem jest ochrona prawna i ekonomiczna _własnych_obywateli_co też dzieje się.
    Obecny rząd, otrzymał prawo, nadane mocą _demokratycznego_ wyboru w powszechnych wyborach do administrowania _naszym_wspólnym_ majątkiem narodowym, przy aprobacie większości obywateli.
    Z Pana tekstu (upraszczając) wynika iż Brytyjczyk jest Brytyjczykiem, Niemiec Niemcem, Francuz Francuzem… lecz obywatel Polski, koniecznie _musi być_ must be 😉 Europejczykiem.
    Jeśli dodał by Pan redaktor wykrzyknik (!) do tytułu swojej wypowiedzi, to bez urazy … turlałbym się, chichocząc, całą niedzielę.
    Pozdrawiam, również obłożonych «świętą anatemą anty-demokracji» …

  13. dziękuję… smutne wnioski, lecz takie właśnie są, te wnioski wynikające z tych faktów społecznych i nie ma co nad nimi rozdzierać szat, skoro istnieje wybór tylko pomiędzy dżumą a cholerą, trzeba zacisnąć zęby i przejść prze te choroby licząc na skuteczne nabycie odporności po przebyciu ich…

  14. Bez przesady.

    Niszczyciele demokracji: Wałęsa wszczynające tę wojnę na górze trwającą do dziś i demolujący premiera Oleksego, PO gwałcąca konstytucję, PiS dążąca do unicestwienia TR, nie plują sobie w twarz.

  15. „Kraje byłego obozu sowieckiego mające problem z demokracją i rządami prawa, takie jak Rosja, Węgry i ostatnio Polska…”

    No tak,jezeli demokracja (prawdziwa) doprowadzila przez ostatnich 25 lat cudu dokonujacej sie transformacji do demokracji nieprawdziwej, to niewatpliwie ktoras z tych demokracji ma problem. Prawdziwy, albo nieprawdziy.

    „Za każdym razem czułem się tak, jakby ktoś napluł mi w twarz. Chociaż wiedziałem, że mówią to ludzie nam życzliwi,”

    To jest dosc frapujacy od strony technicznej problem artykulacyjny (nr 1.): ‚pluja mowiac” , na dodatek „z zyczliwoscia”.

    „Przez dekadę, jaka minęła od rozszerzenia Unii, zbliżyliśmy się do Zachodu cywilizacyjnie i ekonomicznie, ale oddaliliśmy się politycznie i kulturowo”

    Znowu zagwozdka techniczna: Unia sie rozszerzyla a mysmy sie zblizyli. To znaczy, co jest pomiedzy?
    Nadto – to juz polityka i kultura nie sa czescia cywilizacji? A jezeli jest, to czy aby cywilizacji, w ktorej wszystko sie rozlazi kazde w swoja strone, nie grozi aby rozadcie?

    „Nie pomogło mi, kiedy zrozumiałem, że doprowadzając naszą demokrację do takiego stanu, sami napluliśmy sobie w twarz. ”

    To czesciowo wyjasnia problem techniczny 1. : ci, ktorzy nam napluli to my sami (chociaz mnie prosze wylaczyc!). To moze tez trochu sami do siebie mowimy, z zyczliwoscia?

    „Z mojego punktu widzenia warto było spędzić trzy dni na poświęconej modelom transformacji”

    Z mojego punktu tez – Londyn to fajne miasto, stolica swiatowego pure nonsesu. Chociaz po co od razu lazic tam na jakies konferencje, chyba ze ze wzgledu na przerwy w obradach. Chociaz kawe i cookies maja fatalne!.

    ‚Autorytarny/totalitarny straszak po kilku latach słabnie i mniej więcej po półtorej dekady postkomunistycznej transformacji zanika, a przynajmniej traci praktyczne znaczenie.”

    To akurat nie jest problem – po dwu i pol dekadach wystarczy zamienic nazwe ‚autorytarny/totalitarny straszak’ na ‚straszak antydemokratczny/lliberalny’ i jest jak znalazl!

    „fale ksenofobii, szowinizmu, nacjonalizmu, tradycjonalizmu I antymodernizmu” – zabraklo fali na pro- i na -fobia.

    „Z jednej strony obóz autorytaryzujący, kładący nacisk na (różnie rozumianą) spójność i suwerenność, a z drugiej obóz demokratyczny prorynkowy i prointegracyjny,”

    A nie mowilem – straszak dziala, i to nawet bez zmiany nazwy, no moze troche zmiekczonej: autorytaryzujacy. Aaaa, i mamy tez zgubina poprzednio fale na pro-; a -fobii jak nie ma tak nie ma!

    Na szczescie na koniec P. Red. wprowadza jednak nutke optymizmu:

    „Zapowiada długą, i nigdzie jeszcze niezakończoną sukcesem, drogę Polski do odbudowania liberalno-demokratycznego państwa.

    Mam nadzieje, ze tak dluga i niezakonczona, ze uda mi sie zejsc z tego swiata przed zakonczeniem dziela odbudowy, prowadzacego nastepnie nieuchronnie do osaiagnicia stanu, do ktorego przywiodl RP poprzedni eksperyment liberalno-demokratyczny . Panu readktorowi zas, w duchu zblizajacych sie Swiat, zycze zyczliwie 200 lat!

  16. uważam, że Kaczyński idzie absolutnie tropem Orbana, to nie jest Piłsudski. Obniżenie progów dla służby cywilnej – wszyscy nowo zatrudnieni będą w przyszłych wyborach głosować za status quo, media już układają się do PiSu – np. radio RDC nie zająknęło się we wczorajszych wiadomościach o manifestacjach w całej Polsce. Filmy patriotyczne? Kolejny sukces – szkoły będą oglądały zbiorowo. Wychowanie patriotyczne ? Większość dzieci nie wynosi z domu nic ponad informację, że pieniądz rządzi światem. Kaczyński dąży do wykszatłcenia grupy wyborców, którzy będą na nich głosować dla zachowania pracy, pozycji społecznej – powodów w gruncie rzeczy osobistych.

  17. Jeśli dobrze pamiętam, to PiS wygrał wybory po raz pierwszy w niewiele ponad rok po wejściu Polski du UE. Podstawowe hasła nie zmieniły się do dzisiaj, więc „faza druga” w Polsce mierzonej intencjami obozu rządzącego w zasadzie nie istniała 🙂

    Ale zgodzę się z myślą przewodnią – transformacja systemowa, która ignoruje spójność społeczną jest ostatecznie skazana na porażkę. W tym kontekście polecam wszystkim, w ramach lektury świątecznej, książkę Kentaro Toyamy pt. „Geek Heresy: Rescuing Social Change from the Cult of Technology”. Autor, uogólniając swoje doświadczenia w stosowaniu technologii dla stymulacji rozwoju społecznego w krajach rozwijających się, dochodzi do bardzo ciekawych wniosków na temat stosowania wszelkich „gotowców”, w tym również rozwiązań systemowych i gospodarczych, do których niewątpliwie zalicza się aplikowany w całej Europie wschodniej pakiet liberalnych reform gospodarczych.

    pozdrawiam,

  18. Ech, panie redaktorze, nie mógł mi pan dać w prezencie gwiazdkowym mikrofali (nie używam), malowanego kubka (nie potrzebuję), aromatyzowanej herbaty (nie lubię) albo soli do kąpieli (nie mam wanny)? Z takimi prezentami umiem sobie radzić.
    Dziękuję.

  19. Prosze nie zapominac, ze oebcny PiS jest ‚dzieckiem’ PO. podobnie jak Solidarnosc byla odpowiedzia na PRL.

  20. Kraje byłego obozu sowieckiego mające problem z żydokomuną i tajnymi współpracownikami SB.

  21. Ja też, starszy pan, który jest o 2 lata starszy od „wodza” partii o kryptonimie „Prawo i Sprawiedliwość”, podobnie jak red. Żakowski, dobrze życzę mojej Ojczyźnie. Widzę, tak jak wiele tysięcy obywateli naszego kraju, że w III RP zagrożona jest demokracja liberalna, że rządząca partia od dnia 25 października 2015 r. zagraża tej europejskiej formie demokracji i od 3 grudnia br. (gdy rozpoczął się kryzys konstytucyjny) rozpoczęła parlamentarny bój o rozkalibrowanie trójpodziału władzy. W chwili obecnej PiS ma władzę wykonawczą (prezydenta i premiera), wojewodów w całej Polsce i walczy nocami w Sejmie o obalenie Trybunału Konstytucyjnego.
    Poczynania w ramach „grudniowej rewolty”, nazywanej z uprzejmości dziennikarzy mediów, prasy i blogerów internetowych „rewolucją”, dotyczą kolejnej odsłony wojny o władzę sądowniczą .Następną placówką do zdobycia jeszcze w 2015 r. są publiczne stacje telewizyjne i radiowe. Po Nowym Roku posłowie i senatorzy PiS przymierzą się do zdobycia kolejnych redut III RP: RPO, NIK,KNF, Trybunału Stanu. Co będzie dalej? To co zapowiedziała w swoim sejmowym ekspose Pani Beata Szydło: „Dobra Zmiana.” Zmiana zgodna z programem partii, który (jak w PRL) ma być programem narodu. Ten „naród” to przecież 5,7 mln wyborców którzy, zwiedzeni partyjnymi obietnicami wyborczymi wiceprezes PiS, głosowali na tę partię. Ta wyborcza większość w Sejmie i Senacie to pochodzący ze Zjednoczonej Prawicy posłowie i senatorowie, na których głosowało 18,9% uprawnionych do głosowania Polaków i obywateli polskich z nieznacznej ilości mniejszości narodowych.

  22. Panie Jacku nie nie ma co się obrażać. Po prostu nie ma powodu. Zaraz Panu podam ligninową chusteczkę, coby Pan swoje światłe oblicze mógł wnet wytrzeć do czysta. O wytarcie Pana dobrodzieja czółka ze śliny, proszę i o wysłuchanie niniejszej argumentacji też uniżenie proszę, aby Pan dobrodziej w samym czółku jakiś miał czasem trwały urodzaj i z tego dumny nawet był, a nie tylko wieczne przed UE i całym światem poczucie poniżenia cięgiem mniemał, memląc słowa głębokiego upokorzenia w ciszy brody siwej.
    Weźmy nasza profesura, która jest w stanie dociągnąć swoje instytucje do 500 miejsca w światowych rankingach to wszak nie orły! To kuda ich porównywać do diamentu rytego w granicie i jeszcze na koszt państwa za granicę do UE wozić i myśli ich reklamować? Profesorowie zaś działający jednocześnie w sferach nauki, biznesu i państwa i jeszcze angażujące się politycznie, to nie są zazwyczaj osoby, które są w stanie zaspokoić normalne wymogi moralne, zawodowe i biznesowe, każdej z tych różnych dziedzin aktywności społecznej. Jeśli ktoś służy biznesowi, polityce i mamonie, to zazwyczaj można się spodziewać, że będąc interesownym będzie opowiadał bajki o tym jak dobrze jednocześnie służy nauce i samemu państwu. Jak się mówi ? Trzy grzybki w barszczu to za dużo. A jeśli chodzi o Konstytucję, to kiedy będzie się opłacało jej przestrzegać? No, wtedy gdy niekonstytucyjne ustawy nie będą miały szans w sądach od początku wejścia ich w życie wywierać skutków niekonstytucyjnych, a nie wówczas dopiero, gdy takie ustawy uchyli inna ustawa i ktoś tam w pojedynczym przypadku dopatrzy się, że była ona niekonstytucyjna. Wówczas tylko ten kto się dopatrzy uchyli się od skutków, a co z innymi? Dlaczego inni mają ponosić skutki niekonstytucyjnych ustaw i dlaczego niby profesorowie reprezentujący ostatnią światową pięćsetkę jakości i rzetelności naukowej uważają to za wspaniałe rozwiązanie. A jeśli tak uważają, to niby dlaczego lud polski ma ich brać na poważnie i im wierzyć. Wszak na pierwszy rzut oka lud polski wyczuje tutaj cwaniactwo i geszeft, jak nie aferę za całkiem przyzwoite pieniądze pozwalające na życie w luksusie i w bogatych krajach. A jak wyczuje to wiadomo, lud ciemny zagłosuje na Kaczyńskiego, ojca Dyrektora, w ogóle kościół katolicki poprze… biada nam oj biada! Wówczas, bo UE tego nijak nie zrozumie. No i ten Szulc charknie na czółko! No i tak bywa, ale wówczas można wszak do Szulca i innych unijnych oficjeli oświeconym boczkiem podchodzić i asekuracyjnie zakrywać główkę czapką. Niby że zimno w bańkę.

  23. Jacku, nie wiem, czemu z p. Beli Greskovitsa zrobiłeś Bellę (imię jednak zdecydowanie żeńskie) 🙂

  24. Czy to są podnoszące ducha prognozy na Święta, Panie Jacku?
    Przygnębienia mamy pod dostatkiem.
    A czy mądrzy ludzie mają pomysły lepszych rozwiązań?

    Ja bym jeszcze dodała do przyczyn, że część Polaków przeraziła się liberalizmu i wolności obyczajowej i w nich upatruję głównie elektorat PiS.

  25. Z różnymi stwierdzeniami Autora zgadzam się a z innymi nie, jak zwykle kiedy czytam to co pisze p. Żakowski, ale jedno stwierdzenie mnie zaszokowało. Zestawienie JK z Płlsudskim. Ja nie jestem jakimś fanatykiem Piłsudskiego, wiem ile można mu zarzucić, w szczególności, poza powszechnie znanym skandalem brzeskim jeszcze to, co mniej jest znane, zatrzymanie postępu polskiej armii (ponoć jego ukochanego dziecka), na poziomie technicznym i taktycznym kawalerii z r. 1920, co dodało w 1939 r. 5 lat opóźnienia do i tak oczywistej słabości w stosunku do armii niemieckiej. Ale nawet biorąc to wszystko pod uwagę, porównanie JK do Pilsudskiego, no to jest, jeśli chodzi o poziom umysłowy, moralny, i efekty prowadzonej polityki, tak jakby, no nie wiem, może Korybut Wiśniowiecki porównywał się do Bolesława Chrobrego. A dla porządku, ja wiem, ze tak naprawdę napisał pan, że to JK uważa się za nowego Piłsudskiego, i może w jakimś stopniu on w swoim umyśle rzeczywiście tak uważa, ale jedyny komentarz który się w tym wypadku nasuwa, to że od 150ciu lat zamknięte zakłady lecznicze pewnego rodzaju pełne są osobników, którzy uważają się za Napoleonów. Z tym, że akurat oni, skoro są na leczeniu w zamkniętym zakładzie, nie zrobią tyle szkody na świecie i w kraju, co taki co pozostaje na wolności. Pozdrawiam, ZH

  26. Żakowski jak zwykle z chwilowej sytuacji robi historiozoficzny traktat pseudonaukowy. Społeczeństwo RFN 25 lat po 1945 roku w 1970 było nie mniej ksenofobiczne i zaściankowe, co w dzisiejszej Polsce czy Węgrzech. Cały wywód opiera się na fantazji, że u nas jest katastrofa i zacofanie, a u Niemców postęp i rozum. A Niemcy nie mają swoich ksenofobów (że nie wspomnę o Francuzach, Austriakach, Holendrach i Anglikach)? Nie mają tam polityków proputinowskich i to nawet w rządzie (wśród postępowych socjaldemokratów, co ciekawsze)? Budowanie zachodnich demokracji trwało wiele dekad, a nawet wieków. Chyba nie muszę tego opisywać.

    Orban, Fico i Kaczyński sami się wywrócą, wcześniej czy później, ale raczej wcześniej. Za 2-3 lata zakończy się keynesowkie pseudopobudzenie gospodarki pustym pieniądzem, stopy procentowe wzrosną i okaże się, kto zostanie na powierzchni, a kto zatonie.

  27. „Z jednej strony obóz autorytaryzujący, kładący nacisk na … suwerenność, a z drugiej obóz demokratyczny prorynkowy i prointegracyjny, broniący dotychczasowego dorobku transformacji oraz unijnej integracji mającej być gwarantem liberalno-demokratycznego porządku. Wszędzie pierwszy obóz wygrywa, a drugi trwa w beznadziejnej obronie.”

    Tak to wygląda. Rozumiem tę historiozoficzną konieczność, tę niemożność. Jednak zastanawiam się, czy coś istotnego zostało zaniedbane. Nie wiem, jak jest w innych krajach, ale w Polsce wydaje mi się, największym problemem być fatalne wychowanie obywatelskie młodego pokolenia. Co jest w programach szkolnych? Jak o Polsce mówi się na lekcjach wychowania obywatelskiego? Co się dzieje w rodzinach?

    Tak długo jak tu na Zachodzie mówiło się o wyborcach PiSu, że są to ludzie starsi, gorzej wykształceni, tak długo nacjonalistyczne odchylenie nie wydawało się być problemem. W tym roku, kiedy okazało się, że 66 procent młodych wyborców zagłosowało na PiS, Kukiza i Korwin-Mikkego, stało się jasne, że przyszłość przemian w Polsce wygląda źle.

    Wszystko, co Pan Redaktor pisze, składa się jak w pasjansie. Ja jednak jestem zwolenniczką teorii, że istnieje coś takiego jak wolna wola i też wolna wola zbiorowa. Proszę nie mylić z samowolą!

    Chodzi mi o wolną wolę, ukształtowaną świadomie w procesie wychowania i samowychowania.

    Więc:
    — zawiodła szkoła
    — zawiódł Kościół
    — zawiedli ludzie pióra (ludzie mediów)
    — nie zawiódł czarny PR głoszony przez długie lata przez wsteczników dążących do władzy
    — nie zawiodła wpisująca się w ten czarny PR głupio krytykancka postawa dziennikarzy (także szanownego Pana Redaktora)

    Młodzież trzeba wychowywać. Czy wreszcie ktoś to zrozumie?

  28. Czy to problem Balcerowicza, że audytorium, które Pan opisuje, wciąż wierzy w socjalizm i cud ideologii „równych żołądków”? Moim zdaniem to problem tego audytorium, które prawdę o naturze ludzkiej kwituje śmichami-chichami, pomrukami i docinkami. Trochę mi szkoda, że porażkę PO utożsamia Pan z porażką transformacji Balcerowicza, ale nie mam na to wpływu.

  29. Szanowny Panie redaktorze

    Od 1981 roku mieszkam w panstwie demokratycznym. Polska nawet teraz takim krajem nie jest. Alergiczna reakcja na zmiane wladzy dowodzi braku zrozumienia podstawowych zasad demokracji u osob atakujacych nowego polskiego prezydenta i premiera. Wrogiem polskiej demokracji sa wlasnie ludzie tacy jak Pan.

    Slawomirski

  30. Generalnie zgoda na to, co pan redaktor napisał, oprócz jednego – porównywanie Kaczyńskiego z Piłsudskim uwłacza temu drugiemu. Piłsudski po 1926 r. był taki, jaki był, ale nie da się tutaj jego działań oceniać w systemie zero-jedynkowym (zwłaszcza uwzględniając fakt, w jakich realiach polityczno-historycznych przyszło mu działać). Natomiast jego zasługi dla Polski przed owym 1926 rokiem – są nie do przecenienia! A Kaczyński? No, przed 1989 rokiem jakieś tam zasługi miał, chociaż na tyle nieduże, że ówczesny ruch solidarnościowy doskonale poradziłyby sobie i bez niego. Ale po 1989 – zasług dla Polski zero, a szkód co niemiara! Więc jak można w ogóle tych dwóch panów porównywać!

  31. Aż takim pesymistą nie jestem. Rządzący na razie w rekordowym tempie zniechęcili do siebie dużą część społeczeństwa i partnerów zagranicznych. Teraz w tej atmosferze czeka ich zderzenie z realiami, min. wyciągnięcie od przedsiębiorstw 50mld rocznie, w wyniku czego gospodarka ma ponoć rosnąć szybciej.

    Warto też zauważyć, że dużo energii rządzących idzie na wyzwiska, ale na razie (z wyjątkiem Prezydenta) nikt nie posunął się do jawnego łamania prawa, nawet wbrew jasnej instrukcji prezesa, aby wyroku nie drukować.

    Sądzę, że obecne rządy nie przetrwają dwóch lat. Słaby zespół działający w konfrontacji do otoczenia pod presją obietnic nie do spełnienia narobi oczywiście szkód, zanim jego dzisiejsi zwolennicy na własnej skórze odczują „dobrą zmianę”. KK też na razie milcząco popiera rządzących. Ale zegar tyka.

  32. Za dużo w tym tekście teoretyzowania.
    Brakuje zwykłego pragmatyzmu, realizmu,praktycyzmu…
    W debacie pomija się skutki polityki pieniężnej tzw luzowania,
    czyli w prowadzania w obieg światowy pieniądza nie mającego pokrycia w ludzkiej pracy. Nikt tego procesu nie bada.
    Nie bada się mechanizmu tworzenia się wielkiej nierównowagi dochodowej.

    W konsekwencji mamy do czynienia z typową „mową trawą” , o wszystkim i o niczym, aby tylko g… nie ruszyć.

  33. To nie jest problem z demokracją, tylko ze zwykłym prostym ludzkim rozumem, rozsądkiem, myśleniem…..

  34. Niemcy Erharda mialy rowniez ta przewage, ze pomimo przegranej wojny i hanby nazizmu, byli dalej patriotami. Mialem mozliwosc rozmawiania z kilkoma Niemcami urodznymi przed II Wojna Swiatowa i pamietam, ze wiekszosc z nich mowila, ze po wojnie kupowala tylko produkty niemieckie, gdyz wiedzieli, ze w ten sposob pmoga odbudowac swoj kraj. Na pewno ne wszyscy Niemcy zachowywali sie w ten sposob, ale sadze, ze taka postawa przynajmniej czesci z nich przyczynila sie w pewnym stopniu do tak szybkiej odbudowy powojennych Niemiec. Czy jestesmy w stanie wyobrazic sobie taka postawe wsrod wiekszosci z nas?
    Obecnie widac w Niemczech i innych krajach Europy Zachodniej pewne opory przed przyjmowaniem uchodzcow z bliskiego wschodu, ale zwrocmy uwage ilu obcokrajowcow juz tam wczesniej osiedlilo. Np Szwecja przyjela w tym roku ok. 150 tys uchodzcow i teraz na skutek rsnacych oporow wsrod Szwedow wprowadza prawo, ze przed wjazdem do tego kraju trzeba sie wylegitymowac, aby tam moc wjechac. Szwecja ma niecale 10 milionow obywateli. Dlaczego w prawie 40 milionowym kraju, dla tak duzego odsetka Polakow przyjecie kilku do kilkunastu tysiecy cudzoziemcow wzbudza tak silne odruchy obronne? Jak niepewny siebie, watly musi byc nasz patriotyzm skoro boimy sie, ze garstka obcokrajowcow bedzie w stanie zagrozic naszej tozsamosci narodowej. Czyzby bycie „prawdziwym Polakiem” znaczylo byc ksenofobem, ultrakonserwatywnym radiomaryjnym katolikiem? Czyby nasza historia sklada sie tylko z takich watkow? Dlaczego PIS-owska wersja ‚partiotyzmu’ nie ma konkurencji?

  35. Nie rozumiem czemu utożsamiacie się Państwo tak silnie z III RP. Ja nie mam poczucia, że temu krajowi coś zawdzięczam. Pozwala mi mówić w tym języku i wypycha jako pracownika tymczasowego na zachód – za to mam być wdzięczny ? PRL dał mi przynajmniej blok, w którym mieszkam.
    Jestem natomiast pod wrażeniem mobilizacji KOD. Zadziwiło mnie zaangażowanie ludzi w tą sprawę. Prestiż Polski postrzegam jako bliski zera (proszę pojechać do pracy za granicę żeby to zweryfikować), podobnie minimalne są szanse na moje wygodne i dostatnie życie w przyszłości. Dziwi mnie, że uważacie, że jest tu coś wartego bronienia w tym ustroju.

  36. Szanowny Redaktorze
    Demokrację, to u nas występuje co najwyżej na szczeblu gminy przy wyborze wójta i radnych gminnych, gdzie wszyscy sie znają niemalże od dziecka.
    Wyżej to już tylko polityka.
    A że rację miał śp. gen. Petelicki, że u nas do polityki pchają się miernoty niezdolne do zrobienia kariery nigdzie indziej ( także w czasach PRL-u ) zatem mamy to co mamy.
    A niemały udział w tym mają usłużne media w znacznym stopniu propagujące taki styl uprawiania polityki – lokaja w pałacu nowego dziedzica, parobka na majątku, który kiedyś był nasz – polski.

  37. Problem z demokracją to nie jest polski problem. Przeżywamy kryzys demokracji w całym demokratycznym świecie. Walenie w Kaczyńskiego argumentem demokracji jest mało przydatne, jeżeli argumentem tym nie walimy również w Brukselę. Jak wygląda demokracja we Francji, po ostatniej zmianie konstytucji, jak wygląda w Szwecji po umowie międzypartyjnej? Na ile demokratyczny jest wybór prezydenta w USA, jeżeli bez milionów nikt nie ma szans na wybór? Może trzeba zacząć od dyskusji czym jest demokracja.

  38. Wybory i to zarówno prezydenckie jak i parlamentarne PiS wygrał dzięki bezwstydnemu poparciu wielu księży i większości biskupów. Kosciol w Polsce stal sie wrogiem demokracjii.

  39. Dla pana z siwą brodą z demokracją mamy wtedy, kiedy słowa: „zajeb… opozycję komisją śledczą” padają z właściwej, zaprzyjaźnionej strony. Dla pana sepleniącego o wartościach demokratycznego państwa kopanie w twarz uczestników pokojowej, demonstracji przez przedstawicieli władzy jest przejawem zachodnioeuropejskich standardów, jeśli władza kopie człowieka o poglądach patriotycznych. Starszy pan z lubością poprzestawia wektory w głowach czytających go baranków, kiedy zdziwią się, że we wzorcowej, niewymagającej interwencji demokracji, prezes Trybunału Konstytucyjnego bez jakiegokolwiek zażenowania pracuje na rzecz partii władzy w celu zabezpieczenia jej interesów po ewentualnej utracie władzy;-))) Masz pan szczęście, Baco!

  40. T Kosowski ” bo młodzież trzeba wychowywać” .To jest klucz do sprawy. Jeżeli Muzeum Powstania Warszawskiego potrafiło wychować Żołnierzy Wyklętych i Narodowców.Plus sprawozdawcy sportowi dmuchając w balon narodowy przy byle jakim spotkaniu sportowym.Ksenofobia antysemityzm one się rozwinęły,tego było znacznie mniej.To duże zaniedbanie i przy rządach PiS nie będzie poprawiane ,wprost przeciwnie. A przykład Hiszpanii i Niemiec ktore potrafiły się ze swoją historia rozliczyć,jest optymistyczny.

  41. Panu Redaktorowi Jackowi Żakowskiemu i wszystkim jego myślącym, dobrze rozumiejącym polską rzeczywistość tu i teraz, których wpisy i komentarze dają mi okazję do wymiany poglądów z korzyścią dla mnie, życzę Do Siego Roku 2016 r. Chciałbym móc wzmóc nasze dyskusje w II roku „polskiej smuty”, która trwa od 25 października 2015 r., gdy narodowo – katolicko – socjalna partia PiS zdobyła prawie całą władzę w III RP

  42. Pozwolę sobie przytoczyć cytat z Mein Kampf, który zamieścił Johann Chapoutot w książce „Wiek dyktatur” (str126). Mam wrażenie, że sztukę bycia politykiem i działania niektórych współczesnych partii, mają bardzo wiele wspólnego, ze sposobem oddziaływania politycznego na społeczeństwo autora Mein Kampf.
    Wnioski z poniższych treści cytatów, każdy sam powinien wyciągnąć i myślę, że nie wymagają one komentarza.
    „Olbrzymia część ludu nie składa się ani z profesorów, ani z dyplomatów. Skąpa wiedza abstrakcyjna, którą mają ci ludzie, pozycjonuje ich raczej w kręgu odczuć.To w tym kręgu spoczywa ich zgoda lub sprzeciw. Reagują tylko na oddziaływanie siły, która może iść tylko w jednym z tych dwóch kierunków, a nigdy w kierunku stonowanym, znajdującym się miedzy nimi dwoma […]. Wiarą jest znacznie trudniej wstrząsnąć niż wiedzą, miłość jest mniej chwiejna niż prosta sympatia, nienawiść jest trwalsza niż pogarda. Siła, która animowała największe ruchy na ziemi, w mniejszym stopniu opierała się na wiedzy naukowej, w większym zaś na fanatyzmie, który porywa masy i czasami wprawia je w kompletną histerię.”

    Następny cytat tegoż autora, który preferuje nocną indoktrynację.

    „Rano czy nawet w ciągu dnia wolna wola człowieka wydaje się mobilizować przeciwko każdej próbie podporządkowania przez wolę i opinię osób trzecich. Wieczorem, wręcz przeciwnie, znacznie łatwiej podporządkowuje się woli silniejszej jednostki”.

    Sądzę, że niektóre nasze współczesne partie uważają, że twarda i silna ręka państwa powinna złapać człowieka za kołnierz i zapobiec jego dalszemu staczaniu się w niebezpiecznym kierunku – liberalnej demokracji, otwartości na świat…. Gardzą człowiekiem z powodu jego zdolności do logicznego poznania rzeczywistości, jego potrzeby zrozumienia i przekonań.

  43. Ciekawy tekst, ale niektore tezy i zalozenia przedstawione w formie przejaskrawionej.
    1. Jezeli transformacja nam sie udala, to dlaczego „nasz cud sie wlasnie zalamal”? Balcerowicz nadaje twarz polskiemu modelowi transformacji gospodarczej, ktory z grubsza sie udal, nie mozna go obciazac wina za niepelna okcydentalizacje. Polska gospodarka na pewno potrzebuje kolejnych zmian, ale trudno mowic o zalamaniu czy katastrofie. Krotko mowiac, Balcerowicz nie byl zly, po prostu potrzebujemy teraz Hausnera, na nastepny etap.
    2. 25 lat do dlugo, ale nie bardzo dlugo: niemozliwa jest calkowita przemiana spoleczenstwa w takim czasie. Po 45 latach komunistycznej zamrazarki, po wiekach peryferyjnosci, trudno oczekiwac, abysmy nagle wszyscy stali sie Europejczykami takimi jak Holendrzy czy Dunczycy. Portugalczycy i Grecy mieli wiecej czasu, a jednak wciaz nieco odstaja od zachodnioeuropejskiego wzorca z Sèvres. W Polsce trwa wojna kulturowa, dla niektorych zmiany postepuja za szybko, dla innych za wolno. W dodatku Europa Zachodnia tez sie troche pogubila, narasta w niej ksenofobia (np. Francja, Dania), regionalny nacjonalizm i egoizm (Hiszpania, Belgia, Wlochy), targaja nia potezne konflikty spoleczne (Grecja, Hiszpania). A wiec warunki sa niesprzyjajace. Jednak proces postepuje, tyle ze okresowo dochodzi do zatarc.
    3. Nie jest tez tak, ze Piketty i Klein sa jakimis prorokami na Zachodzie, a nasz brak wiary w ich swiadectwo dowodzi zacofania. Niektorzy sie z nimi zgadzaja, inni nie. Tak jak u nas z Balcerowiczem.

  44. Kacyk- człowiek rządzący samowolnie i arbitralnie , wynalazek plemion amerykańskich.
    Z historii wynika że wszystkie plemiona tak rządzone zniknęły z mapy świata.MY POLSKA TAK RZĄDZENI JESTEŚMY. Czyżby na nas przyszła kolej zniknąć

  45. Panie Redaktorze,
    Polska transformacja była od początku jednym wielkim błędem – zniszczyła ona bowiem polski przemysł, polską myśl techniczną i polską naukę, a więc spowodowała ona zapaść gospodarcza i społeczną, w tym olbrzymie bezrobocie, ukrywane przez manipulacje definicją bezrobotnego, masową ucieczkę Polaków z Polski i zapaść demograficzną.

  46. Pro a nawet Contra
    Racja! Dziś trzeba znów zacząć od dyskusji o tym, czym tak naprawdę jest demokracja.

  47. Slawomirski
    USA nie są i nigdy nie były państwem demokratycznym. To była zawsze plutokracja, czyli rządy elity pieniądza.

  48. KTD
    Widać, że pisałeś swój wpis dawno temu, w zeszłym roku…