Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Jak na dłoni - Blog Jacka Żakowskiego Jak na dłoni - Blog Jacka Żakowskiego Jak na dłoni - Blog Jacka Żakowskiego

11.12.2015
piątek

Kryzys kapitalizmu regulacyjnego

11 grudnia 2015, piątek,

Jedynym zaskakującym elementem wyroku Trybunału Konstytucyjnego było stwierdzenie sędziego Piotra Tulei, że Trybunał nie mógł stwierdzić proceduralnej nielegalności sposobu uchwalenia pisowskiej nowelizacji, bo musiałby to zrobić w pełnym składzie. Jeszcze dwa miesiące nie minęły od wyborów, a PiS już poważnie ograniczyło działanie władzy sądowniczej, wyszczerbiając Trybunał Konstytucyjny.

Niby nic się formalnie nie zmieniło, ale faktycznie Konstytucja już została częściowo zawieszona. I tak zapewne chwilowo zostanie. Za rok, gdy (19 grudnia 2016 r.) upłynie sędziowska kadencja przewodniczącego, prof. Andrzeja Rzeplińskiego, prezydent zapewne nie powoła następcy ze wskazanego przez sędziów grona, bo wśród kandydatów zabraknie osób, które ostatnio nielegalnie zaprzysiągł. Przez pół roku (do 26 czerwca 2017 r.) pracami Trybunału będzie kierował wiceprzewodniczący, prof. Stanisław Biernat. A potem prezydent z tego samego powodu wstrzyma się od powołania wiceprzewodniczącego. Wtedy Trybunał zostanie sparaliżowany i przestanie działać.

PiS osiągnie swój cel. Każde prawo będzie można zaskarżyć do Trybunału, sądy będą mogły zadawać Trybunałowi dowolne pytania, ale nic z tego nie będzie wynikało, bo nawet nie będzie miał kto wskazać składu orzekającego. Demokracja odniesie pierwszy (?) triumf w walce z państwem prawa. Potem, a może nawet przedtem, przyjdzie czas na jego inne instytucje – Sąd Najwyższy, sądy powszechne i administracyjne, prokuraturę, Krajową Radę Sądownictwa, samorządy zawodów prawniczych, Rzecznika Praw Obywatelskich itd. Wszystkie je można wyszczerbić i sparaliżować poprzez zaniechania władzy wykonawczej lub administracyjne zabiegi.

Jeśli ktoś myśli, że celem tej wojny jest państwo prawa i monteskiuszowski trójpodział władz, to nie docenia wagi ani złożoności rozpoczętej przez Jarosława Kaczyńskiego batalii. Bo nie tylko państwo prawa jest celem, ale cały system kapitalizmu regulacyjnego, który po II wojnie światowej, a zwłaszcza od końca lat 70., spokojnie i niezauważalnie, ale w bardzo poważnym stopniu ograniczył demokrację na rzecz merytokracji.

Przynajmniej od czterdziestu lat na całym Zachodzie demokratyczne państwo prawa jest demokratyczne w coraz mniejszym stopniu, a w coraz większym stopniu prawne. Cel tej ewolucji był oczywiście szlachetny i mądry. Chodziło o budowanie zapór przed głupotą polityków i nieobliczalnością wyroków demokracji. Ten cel w dużym stopniu udało się osiągnąć. Politycy (parlamenty, rządy itp.) w krajach rozwiniętych stopniowo oddawali kompetencje specjalnie powoływanym, złożonym z fachowców, w różnym stopniu niezależnym od trzech monteskiuszowskich władz ciałom, tak zwanym regulatorom (takim jak polska RPP, KRRiT, KNF, UOKiK, PiP, Prokurator Generalny, RPO etc. – a zwłaszcza Trybunał Konstytucyjny), poddawali się międzynarodowym regulacjom, uznawali często bardzo potężnych ponadnarodowych regulatorów (WTO, Komisja Europejska, MFW).

Umacnianiu się kapitalizmu regulacyjnego zawdzięczamy to, że mimo cywilizacyjnie napędzanej (media elektroniczne, internet) populizacji polityki, państwa demokratyczne wciąż działały z grubsza racjonalnie. To sprzyjało wzrostowi gospodarczemu, stabilizacji życia obywateli i utrzymaniu pokoju społecznego, ale miało też swoją cenę. Było nią ograniczenie demokracji. Bo z pola politycznego wyboru w dużym stopniu znikła większość praktycznych spraw – od kursów walut i stóp procentowych po politykę karną i podział częstotliwości radiowych. Miało to coraz większe znaczenie dla demokracji.

Pierwszą reakcją było zwrócenie się demokratycznej rywalizacji ku sprawom nieobjętym przez regulatorów – sporom symbolicznym, obyczajowym i tożsamościowym. Jako przedmiot demokratycznego sporu sprawy seksualne zajęły miejsce problemów gospodarczych oddanych merytokratom. Populizm nie znikł, ale w dużym stopniu porzucił świat realny i zajął się wojnami kulturowymi. Ten mechanizm sprawił, że wprawdzie polityka szalała i jeszcze szybciej się populizowała, lecz gospodarka i państwa działały normalnie, a nawet lepiej niż poprzednio. Ale demokracja działała coraz gorzej, coraz słabiej wyrażała społeczne oczekiwania, angażowała coraz mniejszą część społeczeństw, coraz wyraźniej służyła głównie uprzywilejowanym i satysfakcjonowała coraz mniejsze grupy obywateli rozwiniętych społeczeństw.

Kryzys narastał z dwóch stron. Z jednej wojny kulturowe tuczyły populizm, którego jądrem jest kwestionowanie elit, zwłaszcza elit merytokratycznej. Hasła typu „nie będą sędziowie (profesorowie, eksperci) mówili nam, jak żyć” zyskiwały tym powszechniejsze uznanie, im eksperci mieli większą władzę i im silniej byli powiązani z innymi elitami – zwłaszcza z elitą pieniądza. Ten proces sprawił, że autorytet merytokratycznych elit stopniowo przejęli mądrzący się bez pojęcia celebryci, charyzmatyczni liderzy, przywódcy duchowi. W Polsce szczytowym wykwitem tego procesu jest Kukiz jako polityk i program „Drugie śniadanie mistrzów”, gdzie popularni piosenkarze, pisarze, plastycy, filmowcy co tydzień bez skrępowania wydają ad hoc sądy w sprawach, o których nie mają pojęcia i nad którymi przez lata głowy łamią sobie nobliści. Duża część publiczności nie widzi jakościowej różnicy. To delegitymizuje ugruntowane w wiedzy opinie i decyzje merytokratycznej władzy regulatorów. Bo poglądy społeczne kształtują hucpiarscy dyletanci.

Na dłuższą metę groźniejszy jest jednak inny proces. Otóż eksperci siłą rzeczy tworzą środowiska i szkoły budujące i petryfikujące tzw. paradygmaty, czyli hegemoniczne, obowiązujące zespoły poglądów i sposobów myślenia. Paradygmaty są z natury sztywne i z czasem coraz bardziej się usztywniają. A rzeczywistość się zmienia i z roku na rok mieści się w nich coraz słabiej. Rosnący rozdźwięk między paradygmatem a rzeczywistością powoduje zwykle usztywnienie się paradygmatu. Dobrym przykładem był leninowski paradygmat gospodarki planowej, który tracąc kontakt z rzeczywistością, wyprodukował tezę, że „walka klasowa nasila się w miarę postępów rewolucji”. Podobnie paradygmat wolnorynkowy podczas każdego kryzysu twierdzi, że najlepszym lekarstwem na kryzys wolnego rynku jest więcej wolnego rynku.

Te dwa mechanizmy (populizacja i radykalizacja paradygmatów) sprawiają, że kapitalizm regulacyjny, próbujący zamknąć procesy społeczne w merytokratycznym pancerzu, znajduje się w coraz silniejszym konflikcie z demokracją, którą ma okiełznać. A obowiązujący model demokracji znajduje się w coraz silniejszym konflikcie ze społeczeństwem, którego wolę obiecał wyrażać i wdrażać.

Demokracja jest – wszyscy się tu zgadzają – okropnym systemem, ale większość jednak zazwyczaj przyznaje rację Churchillowi, że nic lepszego nie umiemy wymyślić. Jej największą zaletą jest elastyczność dająca zdolność dostosowywania państwa, systemu gospodarczego i rozmaitych polityk do zmian, jakie nieustannie zachodzą w rzeczywistości. To właśnie elastyczność rynku i demokracji sprawiła, że demokratyczny kapitalizm pokonał w XX w. wszystkie inne systemy. Kapitalizm regulacyjny radykalnie tę elastyczność zmniejszył.

W miarę wyłaniania się kapitalizmu regulacyjnego spontaniczne procesy społeczne i rynkowe przestały być siłą napędową demokratycznego kapitalizmu. Coraz wyraźniej stawały się jego przeciwnikiem, w miarę jak system był coraz mocniej zabetonowany przez regulatorów uwięzionych w dominujących globalnie, sztywnych paradygmatach, strzeżonych przez ponadnarodowe merytokratyczne elity, formułujące środowiskowe konsensy intelektualne, akademickie, kulturowe i polityczne.

Skutki narastającego od dawna napięcia między demokratycznym kapitalizmem a kapitalizmem regulacyjnym zaczęły być coraz bardziej widoczne po wybuchu wielkiego kryzysu w 2008 r. Dokładnie w tym samy roku ukazała się opisująca powstanie kapitalizmu regulacyjnego głośnia książka Johna Braithwaite’a. Problem polega na tym, że merytokratyczni z natury regulatorzy zbyt wolno dostosowywali swoje paradygmaty do rzeczywistości. Im większe były ich wpływy w jakimś kraju, tym bardziej spóźnione były reakcje na kryzys. To między innymi sprawiło, że Europa, gdzie siła regulatorów jest większa, gorzej sobie z kryzysem poradziła niż Stany Zjednoczone, gdzie dzięki sile władzy prezydenckiej demokratyczny kapitalizm zachował przewagę nad kapitalizmem regulacyjnym.

Napięcie między regulacją a demokracją, czyli między politycznością a merytokracją, dotyczy jednak nie tylko gospodarki. Dobrym przykładem jest sprawa uchodźców. Społeczeństwa i ich różne kultury mają swoją naturalną pojemność czy zdolność do absorbowania przybyszów z innych kultur. Gdy zostaje ona przekroczona, narasta publiczny niepokój, a z czasem także sprzeciw. Jeżeli nie może on się wyrazić w obrębie kontrolowanych przez sztywnych, merytokratycznych regulatorów instytucji demokratycznych, dochodzi do społecznego buntu, kwestionującego istniejący system.

Antyregulacyjny bunt łatwo zamienia się w bunt przeciw demokracji, która chowając się za regulatorami, zaniedbuje budowanie społecznego poparcia dla polityki, jaką realizuje. Gdy w poruszającej społeczeństwo sprawie argument „tak należy zrobić, bo to jest z takiego i takiego powodu słuszne, więc będzie nam tak i tak służyło” zostaje zastąpiony przez argument: „tak zrobimy, bo taka jest decyzja regulatora”, bunt wisi już w powietrzu. Jeśli problem nabrzmieje, dochodzi do społecznego wybuchu.

Jeśli demokratyczny ład jest przez regulatorów usztywniony tak mocno, że nie umie się dostosować, a za demokratyczną formą kryje się już w istocie autorytarna władza merytokratów, zaczyna się rewolta. Nie tylko przeciw regulatorom, ale też przeciw demokracji, która oddała im władzę. To, co jest siłą demokracji, przestaje się liczyć, a znaczenia nabiera to, co jest jej słabością. Na przykład bezradność wobec wrogów demokracji.

Do tego lub podobnego punktu dotarło dziś wiele zachodnich społeczeństw. W Wielkiej Brytanii kryzys przybrał postać antyunijnej rewolty, bo to Unia jest tam symbolem regulacyjnej inwazji. We Francji wyrazem kryzysu stało się zwycięstwo Frontu Narodowego, bo to inwazja obcych znajduje się pod szczególną regulacyjną ochroną polityków działających w imię ściśle regulowanych idei praw człowieka. W Ameryce kryzys wyraża absurdalny pozornie sukces Donalda Trumpa, który kwestionuje wszystkie regulacyjne reguły objęte konsensem elit. W Grecji rządzi koalicja, której istotą jest zakwestionowanie władzy mylących się nieustannie regulatorów ponadnarodowych. Najbardziej czytelny stał się jednak przekaz tej fali na Węgrzech i w Polsce, gdzie komunikat jest prosty – rządzić ma demokracja, a nie regulacja. Orbán i Kaczyński oraz ich otoczenie mniej lub bardziej zbornie w kółko powtarzają to samo: polityka ma wyrażać konsens społeczny, a nie merytokratyczny.

To jest bardzo niebezpieczne. Ale w pewnym stopniu jednak nieuniknione. Po kilkudziesięciu latach umacniania kapitalizmu regulacyjnego kosztem demokratycznego kapitalizmu korekta jest niezbędna. Problem polega na tym, że demokracja bez regulacji staje się jeszcze mniej demokratyczna niż regulacje bez demokracji. Rzecz jest zatem w proporcji. Wahadło przesunęło się zbyt daleko w stronę regulacji i wróci w stronę demokracji. Nie warto zastanawiać się, „czy?”. Trzeba myśleć, „jak?” – gdzie i w jaki sposób tę nieuchronną i już w wielu miejscach trwającą korektę na rzecz demokracji zatrzymać, by nie zamieniła się ona w wyrastającą z chaosu dyktaturę.

Z faktu, że korekta stała się konieczna i jest nieuchronna, nie wynika, że wolno sobie pozwolić na kapitulację. Hamowanie będzie bardzo trudne, a zderzenie woli ludu z regulatorami będzie niszczyło elity stojące na straży ładu. To musi boleć – najpierw niszczonych, a potem niszczących.

Jedni i drudzy muszą zdawać sobie z tego sprawę. I wszyscy muszą zadawać sobie poważne pytanie, jak oraz gdzie teraz należy zatrzymać wahadło, żeby bolesna korekta mogła przynieść więcej pożytku i szkody. To zwłaszcza znaczy, żeby wahadło nie rozbujało się jeszcze bardziej i żeby na jakiś czas stanęło w jakiejś sensownej pozycji.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 32

Dodaj komentarz »
  1. Celem Kaczyńskiego jest wyprowadzenie Polski z UE i przyłączenie do strefy wpływów Rosji.

  2. Ten wywod to jakis absurd. Wspolczesny kapitalizm nie ma nic wspolnego z merytokracja. Ludzie nie sa przeciwko wspoleczesnemu systemowi politycznemu dlatego ze jest merytokratyczny, tylko dlatego ze gros korzysci z tego systemu splywa do uprzywilejowanej elity. Gdyby zyski z regulacji bylyby dzielone sprawiedliwie, popularnosc instytucji regulacyjnych (ktore zreszta, jak sie okazalo, nie bardzo sobie radzily z regulowaniem bankow itd.) bylaby znacznie wieksza.

  3. Dokładnie. Jest trafna diagnoza, ale brak lekarstwa i nie wiadomo co ze zgodą pacjenta. Brak też dobrego lekarza prowadzącego, paru rozproszonych, cicho coś tam się sprzeciwiających a jak dojdzie do głosowania nad tryb stanu nad Dudą to się „spóźnią”. Lecha Wałęsy naszych czasów potrzeba bardzo.
    Do białej gorączki doprowadza mnie pan były redaktor naczelny Playboya i te ich gadki-szmatki,cyniczne byle kasa leciała. On jest fałszywą chorągiewką, przecież każdy myślący człowiek to widzi. Łamie prawo prezydent, to nic wg Mellera(?), to dobrze bo coś tam, coś tam jakiś populistyczny argument….tchórz, po prostu, zamula wszystko. Problemem jest to, że większość ludzi myśli,że jak kogoś wpuszczają na antenę w dobrej tv -to on jest mądry. Potrzebna praca u podstaw- tłumaczenie- niekoniecznie jest mądry-po prostu ma tupet. I umie kręcić, gadać pięknie naokoło. Promocja książek przyjaciół to jego zadanie. Jakieś tam bla bla bla i promocja to sedno.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ciekawy tekst. Nareszcie szersze spojrzenie a nie tylko tekst na zasadzie kto komu dołoży. Wszak meritum się nie liczy (obawiam się, że dotyczy to niestety znamienitej większości naszych współobywateli). Pytanie tylko gdzie będzie apogeum owego wychylenia się wahadła i czy nie przekroczy ono punktu bez powrotu za którym jest już tylko dyktatura (lub coś jeszcze gorszego, czego jeszcze nie umiemy nazwać). Mówię tu o powrocie do demokracji w potocznym rozumieniu i mniej istotnym jest czy to będzie przewaga kapitalizmu demokratycznego, czy też kapitalizmu regulacyjnego (który jak dla mnie mieści się w potocznie przyjętym rozumieniu demokracji).

  6. JK już sobie zadał to „poważne pytanie”, złapał „wahadło” i dokonuje „bolesnej korekty”. Oczywiście on też wie najlepiej, jaka jest „sensowna pozycja”. Dużo o tym mówił w Toruniu. Zaczął delikatnie, od od zderegulowania TK, więc chyba idzie ku lepszemu.

  7. Mówienie, że USA ‚poradziły sobie z kryzysem’ naiwnie zakłada, że kryzys się skończył. USA zastosowały więcej tego, co do kryzysu doprowadziło, czyli taniego, nierynkowego pieniądza i na wniosek tych samych ludzi (p. Yellen), czego skutkiem będzie to samo, czyli więcej kryzysu. Europa była bardziej powściągliwa w stosowaniu tej recepty i na dłuższą metę na tym skorzysta.

  8. Panie Jacku, Pan nie docenia Jaroslawa, wielkiego stratega. Otoz jego celem jest wprowadzenie zmian do Konstytucji. Paraliz TK temu wlasnie sluzy. Zmiana Konstytucji okaze sie juz wkrotce niezbedna do rozwiazania sporu konstytucyjnego. Proste.

  9. @R.Werpachowski
    To oczywiste.Masz rację.
    „Sensowna pozycja” jest znana.

  10. Tyle razy słowo demokracja, aż dostałem wzdęcia. Co to jest właściwie ta demokracja? Czy można ją gdzieś zobaczyć na żywo lub kupić?

    To w Anglii i Francji jest ta sama demokracja co w Rosji i w Polsce, chociaż są to z gruntu różne systemy? Więc co to jest? Na czym polega demokracja w Anglii a na czym w Rosji?

    Ja kiedyś w Polsce próbowałem znaleźć ślady demokracji. Ale zauważyłem, że jako bezpartyjny nie mogę w ogóle znaleźć bezpartyjnych na których mógłbym w swoim okręgu zagłosować. I to przez lata. A jak jako bezpartyjny nie mogę głosować na swoich, to po co mi takie wybory. Zostaję raczej w domu. Kiedyś pomyślałem, że jak żaden bezpartyjny nie chce w wyborach występować to może ja się zapiszę na kandydata na posła. W komisji wyborczej mi powiedzieli, że mnie nie zapiszą, bo coś tam coś tam. No i że wybory nie są dla bezpartyjnych łachudrów. Wkurzyłem się solidnie, ale sędzia powtórzył to samo. Bezpartyjne śmiecie jak ja są z tej niby demokracji wyeliminowani i nie ma sposobu abym mógł się zgłosić sam lub innego bezpartyjnego na kandydata.

    No i wyjaśniło się dlaczego nie mam na kogo głosować i za Chiny nie zobaczę swojego na listach do wybrania. A więc nigdy nie będę mógł na moich zagłosować i brać udziału w wyborach.

    I to ma być ta cała demokracja? Taką to miałem kiedyś w PRL-u i w ZSRR, ale mówili, że to dyktatura i to totalitarna, bo jako obywatel nie mam wyboru swoich do wolnego wybrania.

    Więc co się w zasadzie zmieniło. Zmieniła się definicja demokracji, a dyktatura została? Czy odwrotnie, definicja została ta sama, ale system dopuszcza mnie i moich do wybierania? To drugie odpada, bo jest sprawdzone w praktyce.

    A więc albo demokracja zmieniła w słownikach znaczenie, albo Żakowski tutaj bezczelnie kłamie gwałcąc 100-kroć w swoim artykule pojęcie demokracji. Według moich słowników nie ma demokracji ani w Polsce ani w Rosji. A ja jako bezpartyjny muszę w czasie wyborów siedzieć w domu nie mogąc wybierać swoich. W Polsce i w Rosji tylko partyjnie świnie mogą wybierać swoje partyjne świnie. Jak w komunie. I jak w komunie dla bezpartyjnych nie ma w Polsce miejsca.

  11. Panie Jacku Żakowski.
    Jeśli ma Pan rację co do kryzysu państwa merytokratycznego (bo przecież nie żadnego kapitalizmu, to nie on sądzi, o czym dalej), to najlepszym dowodem na to jest Pana opinia, zamieszczona tu, na blogu „Polityki”, że władzę sądowniczą sprawuje w Polsce program „Drugie śniadanie mistrzów”, poprzez to, że obecni tam goście wydają sądy i, jak Pan sugeruje – wiążące, przynajmniej Pana).
    Tym samym wartość merytoryczną Pana opinii pozwala Panu przyznać Pierwszeństwo – w mistrzostwie programów śniadaniowych.
    Gratuluję tej i innych równie zasłużonych, bieżących nagród. 😉

  12. Dobre. Głęboka analiza przemian globalnych.
    Ale w naszej piaskownicy ktoś obiecał dziecku lizaka i mamusie uwierzyły. Pod europejskim kotłem znowu diabeł pali.

  13. „Polityka ma wyrazac konsens spoleczny a nie merytokratyczny”. Czy konsens spoleczny jest w ogole mozliwy bez udzialu w nim merytokracji? Przeciwstawianie kapitalizmu regulacyjnego kapitalizmowi demokratycznemu jest bezplodnym wymyslem. Nie pomaga wcale rozeznac sie w tym, co sie obecnie na swiecie dzieje. Jakim to cudem ludzie pretendujacy do rzadow dyktatorskich mieliby reprezentowac konsens spoleczny?

  14. Jeszcze o paradygmatach. Jak mozna porownywac „leninowski paradygmat gospodarki planowej”z „paradygmatem wolnego rynku”? Koncepcje Lenina nie mozna nawet nazwac paradygmatem. To byla proba gwalcenia praw rynkowych majaca oparcie jedynie w fanatycznej wierze w utopie komunistyczna. Paradygmaty dotyczace gospodarki kapitalistycznej tworzyly sie w umyslach naukowcow probujacych rozpracowac prawa rynku bez stawiania sobie celow politycznych. Nie ma jednego paradygmatu wolnego rynku. Jest wiele punktow widzenia na gospodarke rynkowa. Istnieje ogolnoswiatowy konsens, ze gospodarka rynkowa jest warunkiem rozwoju gospodarczego, oparty na doswiadczeniu historycznym. Zmieniaja sie natomiast poglady na to na ile i w jakim stopniu panstwa powinny wkraczac w mechanizm rynkowy ze swoimi regulacjami.
    Dlatego absurdalne jest przeciwstawianie „kapitalizmu regulacyjnego” opartego na merytokracji (czyli rzadow ludzi rozumiejacych lepiej niz inni funkcjonowanie rynkow) „kapitalizmowi demokratycznemu”. Nie ma wojny regulacji z demokracja. Chodzi o to jaka bedzie ta regulacja i to wlasnie lepszej regulacji domagaja sie ludzie uznajacy sie za pokrzywdzonych. A demagodzy roznej masci roztacaja przed nimi powabne wizje, ktorych nawet nie maja zamiaru realizowac.
    Gospodarka rynkowa moze miec swoj kres, kiedy zniszczymy do reszty srodowisko naturalne i zaczna sie wojny o podstawowe dobra i surowce. Gdyby sie tego udalo uniknac, dalej bedziemy mieli kwitnaca wymiane dobr porzez rynki.

  15. Merytokratyczna władza regulatorów będzie zawsze bardziej obiektywna (sprawiedliwa) od ideologicznej (partyjnej) demokracji. Patrz tu i teraz.

  16. Już wiadomo co ze zgodą pacjenta- obserwuję marsz kodu- pacjenci się budzą i otrząsają z letargu. Cieszę się, bo się bałam, że ciągle w śpiączce.
    Platformy nie powinno tam być. To oni doprowadzili do zwycięstwa pisu, przez brak socjalnych działań i odwróceniem się czterema literami od nas. Połowa wyborców nie poszła na wybory w proteście przeciwko im i braku alternatywy wyboru i nie ma co tego zagadywać i udawać! Ale już zrozumieliśmy -odwracając się oddajemy władzę szarlatanom. Premier i prezydent kraju łamią prawo! Omijają je, oszukują! Doktor prawa -luudzie łamie je bezczelnie! kompromitacja! Co ten Jaro w sobie ma. Świadczy to też chyba o poziomie szkolnictwa wyższego. W mojej prostej, małej głowie to się nie mieści!
    A kto komentuje te wydarzenia w tvn24, odbierając im należytą rangę, panie redaktorze? Odporni jesteśmy my i media na naukę. Wczoraj też pana przegadywał z timesa. Ale dzwon głośny, bo pusty. Ja odzyskuje wiarę w Polaków. Może uda mi się tu, w tym kraju, zostać. Pozdrawiam mądrych ludzi z KOD-u i serdecznie p. redaktora!

  17. Zapomniałam się odpowiednio podpisać(według obowiązującego pisowskiego słownictwa):
    Człowiek gorszego sortu z genem zdrady, biedak z ciemnogrodu.

  18. Komentujący tu kolego twierdzi, że ludzie nie są przeciw systemowi merytokratycznemu, a jedynie przeciw nierównością. Zapytam więc, kto te nierówności wytworzył? Skoro ludzie w wyrodzonym systemie demokratycznym nie mają nic do gadania w kwestiach podziału dochodów, to jak można twierdzić, że są za merytokracją? Ja się godzę na taki rodzaj rządzenia i stanowienia prawa, który nie może dawać jednym kosztem drugich. Za rządów PO dochody nam rosły, ale okazuje się, że nie wszystkim równo, bo zamożniejsi otrzymali w kwocie bezwzględniej 3 razy więcej. Została całkowicie zburzona równowaga pomiędzy pracodawcą i pracobiorcą, czego udowadniać nie muszę chyba, że ktoś chce się podpierać słabymi spółkami skarbu państwa. Tak, tam związek „Solidarność” (raczej partyjny niż zawodowy) ma dużo do powiedzenia w swojej sprawie. Jest w porządku, jeśli taki rząd wprowadza prawem np. małżeństwa jednopłciowe, które z swej natury nie szkodzą tym dwupłciowym, nie ma potrzeby nikomu nic zabierać. W niektórych przypadkach taki rodzaj sprawowania władzy jest ostoją obrony zwykłego humanizmu i przyzwoitości. Jest tak na przykład w przypadku odejścia państwa od karania za przestępstwa śmiercią.

  19. Obrońcy demokracji ? Zaszczytna pozycja , jeżeli nie stoi za nim zagrożona własna pozycja na drabinie kariery. Tak wygląda polski problem quasi kapitalizmu 25 lat po transfomacji ustrojowej. Demokracja w zachodniej części Europy stała się bezwolna , pozbawiona systemu immunologicznego , który by ją obronił przed manipulacją spekulantów i obcych służb specjalnych. Najazd „uchodźców” to uwidocznił w najbardziej jaskrawej formie. Media będące własnością ponadnarodwych korporacji reprezentują interesy właścicieli , a więc również stracily wiarygodność i kontakt emocjonalny z odbiorcą tych mediów.
    Jak leczyć tę bezsilność , oto jest pytanie?
    Patrząc z daleka na Polskę , wolę PiS Kaczyńskiego od libertyńskiej Platformy zdanej na instrukcje urzędników z Brukseli.

  20. Konflikt miedzy kapitalizmem demokratycznym and kapitalizmem regulacyjnym splata sie z wieloma innymi przyczynami, ktory tworza kontest obecnej sytuacji w kraju i na swiecie. Kurczenie sie sfery publicznej na rzecz sfery konsumpcyjnej, mniej lub wiecej intencjonalna postawa lokalnych wladz w zniechecanie obywateli do udzialu w ksztalowaniu lokalnego srodowiska, czy rozkwit pasywnych, konsumencko-roszczeniowych postaw, i po czesci wynikajaca z tego atomizacja spoleczenstwa w pewnym stopniu uzupelniaja ten obraz.
    Wspomniany przez Pana konflikt w sfere symboliczna jest chyba jednak jednym z najwazniejszych wskaznikow tarapatow w jakich my Polacy i my Europejczycy znalezlismy sie.
    My ludzie jako gatunek w duzym stopniu zawdzieczamy swoj sukces ze jestesmy istotami spolecznymi. Kazda spolecznosc od zarania dziejow skupiala sie wokol swoich mitow i wierzen. One ja ksztaltowaly spajaly, i nadawaly jej sens istnienia.
    W dzisiejszych czasach ten aspekt ludzkiej tozsamosci jest lekcewazony przez niektorych politykow szczegolnie w centrum i na lewicy, ktorzy uwazaja, podobnie jak liberalni (noeklasyczni) ekonomisci, ze wspolczesny czlowiek jest forma „homo economicus” i w znacznym stopniu dlatego przegrywaja walke o wyborce.
    Pan Prezes, jako jeden z niewielu politykow, zdal sobie z tego sprawe i konsekwentnie propagowal swoj emocjonalnie spojny zlepek mitow, ktory w negatywny i prostacki sposob tlumaczyl zrodla lekow i rozczarowan obecna sytuacja w kraju i w Europie.
    Dlatego aby wygrac „rzad dusz”, opozycja bedzie musiala stworzyc konkurencyjna, emocjonalnie spojna, i pozytywna opowiesc tlumaczaca zrodla naszych lekow i rozczarowan, ktora bedzie w stanie znobilizuje tych, dla ktorych demokracja i jej wartosci maja wiecej niz symboliczne znaczenie.

  21. Celem „wodza” PiS jest przejście do najnowszej historii Polski jako „zbawca” naszej Ojczyzny, a nie demokrata parlamentarny. Chce on przekonać obywateli RP, że tylko 3 osoby mogą znaleźć się w panteonie Polski z przełomu XX i XXI wieku: papież Jan Paweł II, prezydent Lech Kaczyński (ofiara „zamachu smoleńskiego”) i on, Naczelnik Państwa – który wyprowadzi Polskę z Unii Europejskiej.

  22. – w programie Loża Prasowa dzisiaj odniosłem wrażenie, że trochę leje Pan wodę…a szczególnie, że nie zauważa Pan istoty rzeczy, jaką teraz jest łamanie prawa i konstytucji przez obecny rząd i prezydenta…próbuje Pan to trochę usprawiedliwiac mówiąc, że trybunał jest upolityczniony…?…natomiast najbardziej podobały mi się wypowiedzi pani z Newsweeka w czerwonym kostiumie…przepraszam, że nie zapamiętałem nazwiska…też pan Stankiewicz wypowiadał się rozsądnie i na poziomie…o czwartym uczestniku dyskusji nie wspomnę….bo nie warto….pozdrawiam

  23. Tytuł jest ok, rzeczywiście mamy do czynienia z kryzysem kapitalizmu regulowanego.
    Ale alternatywą jest wolny rynek i ograniczenie rządów elit, a nie demokracja.
    Irlandia rozwija się tempie 6% i Irlandczycy powoli zaczynają wracać. Grecy nadal muszą emigrować z kraju.
    Po obecnym rządzie widać doskonale, że chodzi tylko o władzę nad społeczeństwem i naszymi pieniędzmi. Poprzednio odbywało się to w białych rękawiczkach, a teraz brutalnie.
    Rządy (potrafią tylko zapożyczać obywateli i wpychać ich w pułapkę kredytową, a problemy zwalać na kapitalizm.
    Rozwiązaniem jest więcej wolności, a mniej stosowania przymusu wobec społeczeństwa.
    Nawet KOD to ładnie określa: „nie godzimy się na „dyktaturę większości”.
    A sama polityka.pl na okładce ma: Jak bronić się przed demokratycznie wybraną władzą”

  24. Bardzo trafiony tekst w obecnym stanie wrzenia mediow. Wreszcie zrozumialam, ze uczestniczylam w sobotnim marszu, by hamowac nadmierny przechyl wahadla a nie, ze jestem ofiara jakiegos populizmu. Balsam na moj skolatany mozg. Dziekuje za artykul wysoce merytoryczny. Nomen omen.

  25. Czyli wg. Szydło w Stanach, Francji, Anglii, są słabe demokracje, bo tam nie ma takich demonstracji jak w Polsce…..ciekawa logika.

  26. Siła i nachalna propaganda sukcesu skąd ja to znam? I to ciągłe kłamanie i zagadywanie bzdurami prawdy. I naokoło tematu i nie odpowiadanie na pytania i skąd pis wie co jest dobre dla narodu? I pytanie, którego narodu, bo jak wiadomo, nie wszyscy są godni takiego miana.

  27. Dziękuję za znakomity artykuł. Nie tylko dla mnie, ale także dla sporego grona moich znajomych, jest on pewnego rodzaju przełomem. Autorowi udało się dostrzec i nazwać najważniejszy konflikt polityczny naszych czasów. Żyjemy w świecie, którego bardzo wiele reguł ustanowili specjaliści nieponoszący odpowiedzialności politycznej za swoje decyzje. Tak jest w księgowości, bankowości, farmacji, regulacjach internetowych i zapewne w wielu innych. I to nie dotyczy jedynie Polski, co świetnie widać tu:
    http://www.nytimes.com/2015/11/22/opinion/sunday/ruling-from-the-shadows.html
    http://www.huffingtonpost.com/fixcapitalism/how-thin-political-market_b_8278358.html

    Zgadzam się z panem Werpachowskim, że słowo „merytokracja” należałoby zastąpić jakimś innym. Nie „oligarchia” i nie „plutokracja” bo one mają zdecydowanie pejoratywną konotację, a jak pokazuje prof. Ramanna „there is no villain in this story.” To nie żaden spisek doprowadził do obecnego stanu rzeczy.

    Jaka jest droga wyjścia? Drogę wyjścia wskazuje w „Antykruchości” Nassim Nicolas Taleb. Pokazuje on, że nie jesteśmy – jako społeczeństwa demokratyczne – skazani na wiarę w opinie ekspertów. Możemy podejmować racjonalne decyzje, mimo że nie znamy dokładnie mechanizmów zjawisk, o których mamy zdecydować.

  28. Uważam, że w tej sytuacji jaka się wytworzyła trzeba już tylko mówić o zmianie konstytucji. Trybunał Konstytucyjny całkiem słusznie jest postrzegany przez PIS, jako anomalia postkomunistyczna, a nie element instytucjonalnego ładu demokratycznego państwa prawa. Czas mowy trawy w publicystyce i polityce doszedł do tego punktu, że adresaci tej mowy już tak zgłupieli, że zupełnie nie liczą się jako opozycja dla PiS-u. Ich elektorat także, dlatego też przewaga Jarosława Kaczyńskiego, która była tak duża na starcie, teraz będzie się tylko stale zwiększać…
    Nostrodamus reaktywowany

  29. Jarosław Kaczyński i jego zwolennicy od 26 lat mają jedno i to samo hasło. Hasło wiecowe: „wszyscy z was się śmieją – komuniści i złodzieje” jest przy tym hasłem demaskacji, zarówno transformacji, establishmentu, jak samej zasady demokratycznego państwa prawa. Z takim poglądem nie można skutecznie walczyć, gdy państwo – pod naporem egoizmu uprzywilejowanych grup w społeczeństwie, które są mocno na bakier z moralnością – od lat się chwieje, a życie szarych ludzi przemienia w groteskę. Nie dalej jak tydzień temu zmarł Pan Zdzisław, rolnik z Ciechanowa, który w naszym bloku pracował dla spółki Gamma, jako gospodarz bloku. Wcześniej przez kilka dni czuł się gorzej, co skłoniło go do wizyty w Szpitalu. W szpitalu zbadano pana Zdzisława i lekarz orzekł, że nic poważnego z nim się nie dzieje. Niestety dzień później gospodarz naszego bloku zmarł. Prawdopodobnie na zawał serca w wieku 64 lat. Wydaje mi się, że podobne diagnozy stawia też i naszemu państwu szereg postępowych publicystów i intelektualistów. W tej sytuacji nie trzeba być koniecznie bałkańskim prorokiem – Śp. Babą Vangą, aby zdawać sobie sprawę co się wkrótce w Polsce stanie…

  30. „(…) Orbán i Kaczyński oraz ich otoczenie mniej lub bardziej zbornie w kółko powtarzają to samo: polityka ma wyrażać konsens społeczny, a nie merytokratyczny.
    To jest bardzo niebezpieczne. Ale w pewnym stopniu jednak nieuniknione. (…)”

    Panie Zakowski, ma pan tyle lat ze pamieta pan zapewne czasy szalejacej merytokracji, kiedy to demokracja zastapiona zostala w stu procentach rzadami roznych autorytetow czy ekspertow, ktorzy reprezentowali jedna dopuszczalna linie rozumowania i interpretacji dyrektyw. Tylko kierunek geograficzny tych dyrektyw byl inny. A nad wszystkim czuwalo ‚bijace serce partii’ czyli ZOMO. Nie przypominam sobie aby w tamtym okresie okreslal pan spontaniczne, nieudolne i z gory skazane na przegrana proby wywalczenia sobie choc odrobiny tej demokracje slowami ‚To jest bardzo niebezpieczne.’
    Ta ‚merytokracja’ to nic innego jak ukryta za pieknymi slowkami dyktatura.
    W kazdym razie dziekuje za szczerosc i tak stanowcze postawienie sie po stronie dyktatury. Rozumiem jednoczesnie, ze owa dyktatura po stronie ktorej pan sie opowiada ma sens jedynie wtedy, gdy rzady dusz sprawuja w niej dwa moralne autorytety, pomiedzy ktorymi stal pan na posterunku spisujac skrupulatnie ich dialog i publikujac to potem w ksiazce „Miedzy panem a plebanem”.

  31. Niestety regulacja nie odbywa się tylko w kierunku umacniania „kotwicy” demokracji. Regulacja w kapitalizmie jest spełnieniem również tęsknoty korporacji za gospodarka planową i opanowaniem „chaosu wolnego rynku”. Najbardziej „przegięły” banki i tzw rynki finansowe. Efektem tego jest wykorzystywanie dwoistości banków jako instytucji finansujących gospodarkę i jako biznesu, przez ich zarządy i akcjonariuszy. Chapanie z rynku kasy, a jak sie noga podwinie – wyciaganie ręki po pieniadze podatników… Jesli z tym problemem świat sobie poradzi – moim zdaniem poradzi sobie z całą resztą problemów.

  32. 500 PLN NA DZIECKO TO TYLKO DOBRE CHĘCI, WAŻNE JAKI MA BYĆ TEJ PODATKOWEJ AGRESJI SKUTEK?????

    Wcale nie więcej urodzeń a życiowa nieudolność, nieróbstwo, jag zawsze tam gdzie podatkowa siła też i patologia.

  33. Jestem zaskoczony, że zaledwie kilku komentatorów odnalazło w panajackowych dywagacjach to samo co odnalazłem ja: gładki dziennikarski impresjonizm, czyli luźne a zarazem ryzykowne dywagacje na temat, czy lepsza demokratyczna dyktatura ciemniaków czy też wykształciuchów.

    Ostatecznie, na łopatki położyło mnie redaktorskie zdanie pieczętujące logikę wykładu o kryzysie kapitalizmu regulacyjnego:

    „…jak oraz gdzie teraz należy zatrzymać wahadło, żeby bolesna korekta mogła przynieść więcej pożytku i szkody. „