Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Jak na dłoni - Blog Jacka Żakowskiego Jak na dłoni - Blog Jacka Żakowskiego Jak na dłoni - Blog Jacka Żakowskiego

20.01.2015
wtorek

Opłaty są złe

20 stycznia 2015, wtorek,

Zmartwił mnie Stefan Karczmarewicz, sąsiad z blogowiska POLITYKI, proponując „małe opłaty za wizytę i dotkliwą – za zabiegi, na które pacjent się nie stawi”. To ma być panaceum na kolejki w służbie zdrowia. Czy kolejki od tego zmaleją? Tak. Im większe będą te małe opłaty, tym krótsze będą kolejki. To się nazywa „cenowa elastyczność efektywnego popytu”. Ona na każdym rynku istnieje. W służbie zdrowia także.

Ale co jest celem organizatorów publicznej służby zdrowia? Brak kolejek? Chyba jednak nie. Celem jest zdrowie publiczne. Czyli taka sytuacja, w której jak największa część społeczeństwa żyje w jak najlepszym zdrowiu. I tu zaczyna się problem.

Załóżmy, że w obecnych polskich warunkach opłata za wizytę u lekarza pierwszego kontaktu będzie wynosiła 1 zł. Czy od tego kolejki zmaleją? Chyba nie. A jeśli będzie wynosiła 100 zł? Oczywiście – tak! Przychodnie opustoszeją. Większość emerytów i duża część pracowników, zwłaszcza mających dzieci, przestanie chodzić do lekarza. Będą sobie radzili po swojemu. A jeśli poczują się fatalnie? Wtedy wezwą pogotowie. Ono zawiezie ich do szpitala, gdzie będą ratowani w już bardzo ciężkich stanach. Ile prostych wizyt u lekarza można sfinansować za pieniądze, które trzeba będzie wydać na takie leczenie? Setki. By taki system był opłacalny, przynajmniej 90 proc. wizyt u lekarza musiałoby być medycznie nieuzasadnione. Czy takie jest doświadczenie dr. Karczmarewicza?

Wiem, „mała opłata” byłaby bliższa złotówce niż stu złotym. Powiedzmy, że byłoby to 5 zł. Co to jest 5 złotych dla przeciętnie zarabiającego człowieka? Prawie nic. Ale kilka milionów ludzi żyje w Polsce samotnie, mając mniej niż 1600 zł na miesiąc. W praktyce znaczy to, że na wydatki mają jakieś 20-25 zł dziennie. Będą musieli wybrać: lekarz czy śniadanie. Jedno śniadanie nie stanowi problemu? Zależy, jak często go nie zjedzą, jakie leki biorą, na co chorują, jak są odżywieni itp.

Starość, choroba i bieda lubią chodzić razem. Czyli po wprowadzeniu opłat (nawet małych) młodzi, zamożni, bezdzietni i zdrowi będą chodzili do lekarza, a starzy, biedni i schorowani – nie. Czyli będą przez pogotowie wożeni do szpitali albo sami zgłoszą się na ostry dyżur. Tak czy inaczej zalegną na szpitalnych korytarzach. Będą leczeni dużo gorzej (bo zbyt późno, z powikłaniami etc.) i drożej. Czy o to nam chodzi?

Już dziś poważnym problemem w polskiej służbie zdrowia jest to, że spora część pacjentów wykupuje tylko część zapisanych lekarstw, przez co terapia jest nieskuteczna i chorzy niepotrzebnie trafiają do szpitali. Wiadomo, że polski system przepycha problemy wyżej, gdzie koszty są większe. Od lekarzy rodzinnych do specjalistów, od specjalistów do szpitali, od szpitali do klinik, gdzie leczenie kosztuje najdrożej.

To są proste i dosyć oczywiste rachunki. Ale są też rachunki trudniejsze. Bo wiele chorób ma źródła w emocjach, a rozwój innych w jakimś stopniu zależy od emocji. Wśród osób starszych i chorych najbardziej dojmującą emocją jest osamotnienie. Z samotności chorują i umierają nie tylko papużki nierozłączki, ale też wielu ludzi. To jest dawno zbadane i opisane. A „moja pani doktor” często jest lub mogłaby być jednym z najważniejszych lekarstw na samotność. Wysłucha, zainteresuje się, dotknie (!), poradzi albo zaleci. I przy okazji może się kogoś jeszcze spotka w poczekalni albo zamieni się kilka zdań z panią rejestratorką… Jak się to lekarstwo zabierze albo istotnie ograniczy (lekarz czy śniadanie), nic nie dając w zamian, u wielu starszych osób nasilą się różne objawy somatyczne i znów problem przeniesie się wyżej.

Na ten temat można mówić bez końca. Ale z pewnością opłata nie jest panaceum, a prawdopodobnie może tylko pogorszyć sytuację i zwiększyć wydatki (jeśli będzie mała, koszt poboru i rozliczeń pochłonie większość wpływów). Więc jaka jest odpowiedź na problem kolejek?

Po pierwsze – więcej lekarzy. W Polsce jest ich o wiele tysięcy za mało. Zarówno specjalistów, jak i lekarzy pierwszego kontaktu (przeciętny ma 10 lat do emerytury!). Trzeba ich więcej kształcić i skuteczniej zatrzymywać w kraju. Skąd wziąć na to pieniądze? Gdy będzie ich więcej, zarobki będą niższe (to widać w porównaniach międzywojewódzkich). Ich suma wzrośnie nieznacznie, a pojawią się oszczędności wynikające z lepszego leczenia.

Po drugie – przygotowani do opieki nad osobami starszymi pracownicy socjalni i pielęgniarki środowiskowe, które przejmą część funkcji „pani doktor”.

Po trzecie – „porada farmaceutyczna”, żeby chorzy przewlekle nie musieli co parę miesięcy biegać po recepty do lekarzy pierwszego kontaktu.

Po czwarte – społeczna aktywizacja starszych (uniwersytety trzeciego wieku, kluby seniora itp.), bo relacje społeczne często mają większy wpływ na samopoczucie i zdrowie niż starania lekarzy, a to głównie starsi dostarczają pracy służbie zdrowia.

Wiem, że żadnej z tych rad nie da się wprowadzić z dnia na dzień. Ale co nagle, to po diable. A kolejki nie są problemem, lecz objawem problemu. Problem to błędnie zbudowany system kręcący się wokół procedur, a nie procesów i wokół świadczeń udzielanych chorym, a nie wokół naszego zdrowia. Jeśli chce się problem rozwiązać realnie, trzeba się zająć przyczyną, a nie skutkiem.

Co do opłat za niestawienie się… Wyobrażam sobie problemy i koszty związane z jej ściąganiem. Ale groźniejsze byłyby skutki w postaci zablokowania dostępu tym, którzy nie zapłacili. Powstałoby takie zjawisko, jak przy opłatach. I tu też istnieją lepsze praktyki.

Telefony lub esemesy przypominające to już standard w prywatnych przychodniach. A w amerykańskim systemie Care More (polecam, da się wyguglować) chorych dowozi się na wizytę. To kosztuje mniej niż stracony czas lekarza i nie generuje większych kosztów leczenia, gdy pacjent stawia się zbyt późno, a choroba się w tym czasie rozwija. Care More to komercyjna firma działająca z pieniędzy ubezpieczeń publicznych i w ramach ich stawek. Przejmuje całą odpowiedzialność za grupę pacjentów w zamian za całą ich składkę. I na tym zarabia, bo ma mniejsze koszty, oferując wyższe standardy usług. Dziwne? Ale prawdziwe!

Publiczny system służby zdrowia to taka dziwna branża, gdzie oszczędności daje sensowne podnoszenie standardów, a nie ich obniżanie i bardziej troskliwa opieka, a nie represjonowanie pacjentów. Gorąco polecam lekturę.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 58

Dodaj komentarz »
  1. Podobne zdanie wyraziłem na blogu Kaczmarewicza.

    Złym mysleniem,wygodnym dla polityków ,jest powtarzanie,ze nie wolno dosypywac pieniedzy do dziurawego worka.Dziurawią go systematycznie sami.Bez zwiększenia pieniedzy na POZ nie doczekamy się młodych lekarzy w tych przychodniach a także powstania konkurencji na tym polu dopingujacej do podnoszenia poziomu diagnostyki i leczenia w tej podstawowej warstwie piramidy tzw „słuzby zdrowia”.

  2. Z własnej praktyki (pacjenta). Zapisałem się na wizytę u okulisty. Wyznaczony termin był dość odległy, a oczy wyglądały niezbyt ciekawie. W recepcji poradzono mi, bym zapytał okulistę czy mnie przyjmie, mimo pełnej listy pacjentów na ten dzień. Gdy okulista mnie zobaczył, zgodził się bez większego wahania, zaznaczając iż będę przyjęty na samym końcu.
    Ku mojemu zaskoczeniu, zostałem przyjęty bardzo szybko. Lekarz oświadczył, iż nie zgłosiło się kilkunastu pacjentów, zarejestrowanych na ten dzień.
    Sądzę, iż jeśliby przy rejastracji pobierana była nawet symboliczna opłata, tak drastycznych sytuacji by nie było. Przy obecnym systemie, można się zarejestrować nawet w kilku przychodniach. Wybiera się tą, gdzie termin oczekiwania jest najkrótszy. Niskie poczucie odpwoiedzialności sprawia, iż nie zawiadamia się pozostałych przychodni o tym, że się z wizyty rezygnuje.
    Przy nawet symbolicznych opłatach, ale w kilku przychodniach, kwota moglaby być już nieco wyższa. Nie bez znaczenia wydaje się też być sprawa psychologiczna: zaplaciłem więc wymagam.
    Służby zdrowia to nie uzdrowi, ale czasy oczekiwania zapewne tak.

  3. Nie zgadzam się. Pomysł jest bardzo dobry, coś jak w Czechach.
    Opłata rzędu 5 zł. Dla wielu osób (ponizej pewnego progu zarobków) możliwość zwrotu tej kasy, ale trzeba się na koniec miesiąca pofatygować, iść i wypełnić druczek.
    To powinno udrożnić i też zmniejszyć zapisy do paru tych samych lekarzy naraz.

    PS Dodatkowo polecam raport sprzed 2-3 lat mówiący o odsetku ludzi, którzy zapisują się i idą do lekarzy aby spędzić miło czas i z kimś porozmawiać.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. W pełni doceniam Pana uwagi. Pozwolę sobie na kilka własnych:
    1. Finansowanie lekarzy metodą podpisywania umowy rocznej rzędu 100-140 zł od łebka powoduje, że płaci się za etat a nie leczenie. Lekarz pracuje na 2-3 etatach i w efekcie jeździ z miejsca na miejsce a pacjenci czekają. Nie opłaca się usprawniać obsługi, np. w Niemczech standardem są 2 gabinety dla lekarza a 3 u dentysty. W jednym leczy, w drugim pacjent się przygotowuje albo ubiera. Dalej, pomocnik kosztuje mniej niż lekarz a zwiększa przepustowość. System komputerowy istnieje i wprowadzenie systemu indywidualnych rozliczeń szybko zmniejszy dochody marnym lekarzom i podniesie poziom i tempo obsługi.
    2. Można zapytać Niemców dlaczego wprowadzenie opłat 10 Euro na kwartał, o ile się przychodzi, okazało się nieefektywne i zostało wycofane.
    3. Może niekoniecznie USA bo Szwajcarzy także próbują przywiązać pacjenta do lekarza, ale metodą obniżenia składki. Dobrze by było sprawdzić jak im to idzie.

    P.S. Osobiście nie mam zdania ani nie wiem z góry, jak uleczyć polskie państwo. Ale moja rada to rozmawiać z możliwie wieloma i korzystać z doświadczeń wielu.

  6. P.S2.
    Nie rozumiem, dlaczego uczciwi pacjenci mają płacić za to, że zdarzają się nieuczciwi. Można zamiast wprowadzać zamordyzm, tak miły sercu Polaków, po prostu wdrożyć zasadę, że pacjent, który nie przyszedł, musi zapłacić np. 20 zł przed następną.

  7. Panie Redaktorze. Mnie martwi Pański stan. Ma Pan problemy z czytaniem ze zrozumieniem (brak snu?). Doktor Karczmarewicz zaproponował „mała opłata za wizytę i dotkliwa – za zabiegi, na które PACJENT SIĘ NIE STAWI bez odpowiedniego uprzedzenia”. Mała rzecz a jednak zmienia wiele. Pozdrawiam

  8. Wiele można dodać:
    1. Opłaty za wizytę u lekarza rzędu 2-3 zł są koniecznością. Popatrzcie, ile osób przychodzi tam pogadać. Ilu staruszków zagląda co 2 dni po receptę na 1 lek. Pisze Pan- rozmowa jest lekarstwem na samotność. Ale niekoniecznie tę rozmowę musi prowadzić lekarz. Na świecie jego czas jest zbyt cenny. On ma leczyć. Jeśli będzie zajmował się pocieszaniem osób samotnych, zabraknie mu czasu dla tych naprawdę chorych.
    2. Olewanie wizyt w poradniach i terminów przyjęć do szpitala to zmora. Rozwiązaniem mogłaby być kaucja wpłacana przy rejestracji, albo wysoka kara dla niezgłaszających się. Bo nie można liczyć na empatię wśród cwaniaków, którzy blokują komuś terminy.\
    3. Wprowadziłbym też opłaty za dobę szpitalną. Dziś zmorą szpitali są osoby starsze, podrzucone tam przez rodzinę. Patent jest prosty- wystarczy babci nie dać pić przez trzy dni. Potem zniknąć i nie odbierać telefonu. Nagrodą w tej grze jest emerytura staruszki- taki bonus za brak serca.
    Zasada byłaby prosta: przy hospitalizacjach powyżej 5 dni połowa dziennej kwoty emerytury idzie na konto szpitala.
    4. Brak jest wydolnej opieki długoterminowej. Dziś osoba starsza, samotna, jeśli staje się niesprawna i niesamodzielna staje się często dożywotnim mieszkańcem szpitala. Oczekiwanie na Dom Pomocy Społecznej trwa 2 lata. Wyobraźcie sobie, ile osób mogłoby zostać w tym czasie przyjętych na tak zablokowane łóżko.
    5. Nic nie utrzyma w kraju lekarzy, jeśli będą marnie wynagradzani i opluwani przez kolejne rządy i dyspozycyjnych dziennikarzy. Jeśli miarą jakości ich pracy będzie pilne wypełnianie dokumentów, a nie wyniki leczenia. Jeśli za najdrobniejsze błędy w tych dokumentach będą groziły wysokie kary (za błąd w dacie w recepcie- 200 zł. Za olewanie pacjentów i partaczenie roboty- nic- bo partacz jest tańszy dla przychodni od dobrego lekarza, dopóki leczenia nie spartaczy tak, że sprawą zainteresuje się prokurator)

  9. W Czechach problem kolejek (częściowo) jest rozwiązany w inny sposób: trzy pierwsze dni chorobowego są niepłatne.

  10. Można to zrobić inaczej i prosto. Np. wprowadzić „wirtualną” opłatę 50 PLN za każdą wizytę lekarską. Na czym to miałoby polegać? Jeśli pacjent po wcześniejszej rejestracji zgłosi się w terminie do przychodni lub z wyprzedzeniem np 24-72h (w zależności od specjalisty czy zabiegu na który pacjent się rejestruje) odwoła wizytę, to ta „wirtualna” opłata przechodzi na kolejną wizytę. Jeśli zaś pacjent nie przyjdzie na wcześniej zarejestrowaną wizytę, to ta „wirtualna” opłata przepada. Następnym razem jednak będzie musiał odpłatnie w gotówce lub przelewem dokonać rejestracji za 50 PLN na nowo tworząc swoją „wirtualną” opłatę. Więc jeśli będzie przychodzić i ew. odmawiać zgodnie z regułami, to nie wyda złotówki, lecz jeśli będzie chciał mieć te zasady gdzieś i będzie blokował kolejkę nie przychodząc do lekarza, to będzie płacił za rejestracje, które przepadły. 30% ludzi nie przychodzi na wcześniej umówione wizyty i zazwyczaj również nie odwołuje wizyt na które nie przychodzi. Zastanówcie się jakie generuje to koszty. Godzina pracy personelu oraz wydatki na utrzymanie placówki kosztują. Ew. utrata 50 złotych może zdyscyplinować ludzi do zachowań, dzięki którym kolejki i koszty służby zdrowia choć trochę się zmniejszą. Oszczędności z tego tytułu strzelam mogą sięgnąć nawet kilkuset milionów złotych. Mało? To wielokrotnie więcej niż zbiera Owsiak. A dzięki mniejszym kolejkom pewnie można uratować zdrowie i życie tysięcy ludzi każdego roku.

  11. Może się przyda: W Warszawie widać co i jak – http://www.stachurska.eu/?p=2712 ,

  12. Opłaty złe, bo ja wiem?
    ———————-
    Parę obserwacji z Stanów, w tzw powszechnym ubezpieczeniu Medicare (dostępnym tylko dla ludzi po 65) w dominującej na zachodzie Stanów (50% rynku) spółce dostarczającej zintegrowane usługi medyczne (jestem u nich):

    – za wizytę u lekarza pierwszego 100zł płatne z góry, u specjalisty 130zł
    – za nie przyjście na wizytę, patrzą krzywo na człowieka ale źadnych konsekwencji nie ma.

    NIKT do przychodni w Stanach nie chodzi socjalnie. Nie do pomyślenia.
    W przychodniach też nikt do nikogo nie zagaduje (starsza pani do starszej pani), ludzie siebie nie widzą jak to w Stanach. Coś jak na tym zdjęciu, proszę popatrzyć na te twarze dokładnie

    https://drive.google.com/file/d/0B0yrhGN4CbOLQl9jMVIxS0hnMGc/view

    Ale w przychodniach głód kontaktu widać na kupie twarzy szczególnie starszych. Nigdy nie sfolgowany, bo naślą ochroniarzy.

  13. … cd

    Jak cięźko zachoruję tak że już z domu nie będę wychodzić to owszem doślą lekarza i pielęgniarkę jak będzie trzeba na ile to rzeczywiście funkcjonuję nie mam pojęcia ale rzadko się o czymś takim słyszy.
    ——-
    P.S. Wspomniany przez red CareMore to jedna z dziesiątków prywatnych Mickey Mouse health mainanace organizations które wyrosły jak grzyby po deszczu po wprowadzeniu Obamacare (t.j obowiązek posiadania ubezpieczenia dla większości i subwencje dla tych których na to nie stać). Stara się czymś na rynku wyróżnić i akurat to sobie wymyślili. W reszcie obsługi medycznej leżą bo sami pewno mają kilka gabinetów w jakiejś podnajęte ruderze a całą resztę kontraktują u innych. Zdecydowanie ja bym z nimi nie ryzykował.

    P.S. I dla korekty, publicznego systemu zdrowia w sensie polskim, UK, czy francuskim nie ma. Jest niewiarygodne targowisko medyczne pełne prywatnych operatorów

    P.S. Problem nie wykupowania recept równie szeroki jeśli nie bardziej niż w Polsce mniemam.

  14. Aha, i do szpitala się staruszków nie podrzuca, bo za pierwsze 6 dni się płaci po jakieś $250 dziennie. Z innych cen, badania laboratoryjne głownie frika, Xray 50zł, CT, MRI ok 500zł, generyki tanie jak barszcz, 15zł za miesięczną receptę. wizyta na SOR 300zł, dojazd karetką 300zl. The grass is greener on the other side I guess.

  15. Moje osobiste doświadczenie z pobytu w szpitalu w ostatnim czasie po operacji nowotworu prostaty skłoniło mnie do poparcia tezy Pana redaktora o potrzebie głębokiej reformy służby zdrowia. Rzeczywiście mamy za mało lekarzy i pielęgniarek, zbyt długie kolejki do specjalistów, zbyt wysokie koszty leczenia. Należy zmienić przyczyny niesprawności systemu a nie objawy.

  16. Aha 2 i przed każdą umówioną wizytą komputer dzwoni z przypomnieniem. W przypadku specjalisty czy bardziej zaawansowanego badania nawet dwa razy (2 dni i jeden przed). Podejrzewam jak są nieodebrane to umawiają dodatkowych pacjentów.

  17. Podpisujący się nickiem wg pisze głupoty na temat systemu Medicare w USA .Widac ,ze zmysla ,klamie I nie ma zupełnie pojecia o czym pisze.

    Medicare podlegaja osoby które ukończyły 65 rok zycia .Opłata miesieczna na Medicare dla ubezpieczonego wynosi $115 miesiecznie.Ubezpieczenie Medicare tylko pokrywa 80 % kosztow leczenia I pobytu w szpitalu .Reszte 20 % pokrywa pacjent jeśli nie posiada wykupionego dodatkowego ubezpieczenia pokrywajacego te 20 % .Koszt pokrycia 20 % wynosi obecnie od $150 do $ 200 miesiecznie .Opłaca sie wykupic takie ubezpieczenie ludziom majacych powazne problemy zdrowotne jeśli mają częste wizyty u specjalistów. .W dodatku trzeba wykupic dodatkowe ubezpieczenie na leki co miesiecznie kosztuje około $ 50.

    Koncerny ubezpieczeniowe typu Humana,Blue Cross -Blue Shield I inne oferuja posiadaczom Medicare pokrycie 100 % pokrycie bez dodatkowego wykupywania 20 % pokrycia jesli wejda w system kierowanej opieki I jeśli dla nich scedują posiadane Medicare .Polega to na tym ,że pacjent ma przypisanego lekarza domowego który moze go skierowac do specjalisty a dopiero specjalista na dalsze leczenie .
    W takich warunkach w wizytach u lekarza domowego,specjalisty ,w szpitalu obowiazuje dodatkowa platnośc tzw co -payment o czym mowa jest w tym tekście
    aby coś takiego wprowadzić w Polsce
    Pacjent w takim układzie w nagłych wypadkach pogotowie musi powiadomic lekarza domowego I on skieruje go do szpitala .Taki lekarz jest 24 godz na dyżurze ,zostawi sie mu wiadomosc a on czy inna osoba przejmie pacjenta.Osoby biedne maja ubezpieczenie tzw Medicaid gdzie całosc leczenia pokrywa stan.

    Ja własnie majac Humana Plus która przejeła I dysponuje moim dpłace nastepujace co-payment:

    Wizyta u lekarza domowego – $ 5
    Wizyta u lekarza specjalisty – $ 35
    Pobyt jeden dzień w szpitalu – $ 70 – płace pierwsze 7 dni potem nie płacę
    Jak dotychczas w USA a tu jestem 30 lat nie spotkałem sie dziekolwiek z kolejkami.Wszystko odbywa sie z minutowa dokladnoscią.Zarówno lekarz domowy ,specjalista czy szpital dysponuje conajmniej 15 letnim zapisem wszystkich wizyt badan I interwencji lekarskich .Recepty sa wysylane droga elektroniczna a ja po wykończeniu 3 mc zapasu lekow wchodze na moje konto do apteki I daje im zamowienie na tzw refill I na drugi dzień w skrzynce pocztowej mam leki.Mój lekarz domowy zawsze ma przy sobie laptop z zapisem elektronicznych wszystkich pacjentow gdziekolwiek przebywa ,gabinet,dom,szpital czy nawet samochod .Mialem przypadek gdzy moj lekarz bedac na autostradzie przeslal elektroniczna receptę do apteki .Pacjenci zarowno w klinikach ak szpitalach maja doskonałe warunki I jako standaed w poczekalni,kawa,herbata ,prasa wygodne fotele.

    Porównujac USA do III RP to trzeba powiedzieć wyraznie -Sami gotujecie sobie ten los.Taki Narod,Lekarze,Premier,Politycy Redaktorzy wypisujacy dziwactwa jak ten tekst. Oglądajac to co sie dzieje w III RP mam wstydliwe wrazenie jakbym ogladal
    dysfunkcyjna rodzine przez dziurke od klucza .

    Jerzy Zakrzewski, Palatine – Illinois

  18. Wiele propozycji jest słusznych, ale wiele nie. Chyba wszyscy zgodzimy sie z podstawową tezą red. Żakowskiego że: ” Problem to błędnie zbudowany system kręcący się wokół procedur, a nie procesów i wokół świadczeń udzielanych chorym, a nie wokół naszego zdrowia. Jeśli chce się problem rozwiązać realnie, trzeba się zająć przyczyną, a nie skutkiem.”
    Rzeczy które można by usprawnić bez specjalnych ustaw i prawie od ręki to: skończyć z marnowaniem czasu specjalistów (i przestojów bardzo drogich aparatów medycznych) przez niefrasobliwych pacjentów, oraz w przypadkach chorób nieuleczalnych (lub antykoncepcyji) wprowadzić roczne terminy realizacji recept.
    Pozostałe inicjatywy są raczej nie realne dopóki podstawy systemu opieki zdrowotnej nie zostaną przebudowane.
    Red. Żakowski nie wspomina o systemie zróżnicowanego systemu opłat za poradę, która w wielu krajach dla osób ubogich oraz emerytów jest anulowana, a jest to bardzo istotna sprawa. Zgadzam sie że słuzby socjalne i grupy zainteresowań powinny przejąć rolę „pogawędki z lekarzem”.
    Większość komentatorów blogu red Żakowskiego widzi jednak sens ukrócenia praktyk nie kasowania zbędnych wizyt.
    PS. Nie jest „represjonowaniem pacjentów” karanie za blokowanie dostępu do lekarza innym chorym. Tak jak nie jest „prześladowaniem kierowców” badanie ich trzeźwosci (to z innej bajki). Używajmy właściwych słów.

  19. Polska służba zdrowia jest po prostu źle zorganizowana. Skrócenie kolejek można osiągnąć prostymi metodami i wprowadzenie płatności jest jedną z nich, całkiem pewnie skuteczną. W Chinach, gdzie mieszkam, chory – o ile nie wykupi ubezpieczenia prywatnie – płaci za każdą wizytę, badanie i zabieg. Pieniądze bardzo racjonalizują zachowania pacjentów i to z pewnością pomogłoby urealinić system, który bez rozsądnej dawki rachunku ekonomicznego po prostu nie ma prawa działać efektywnie.

    Chiński system jest tak skonstruowany, aby jak najwięcej załatwić w czasie jednej wizyty pacjenta, a więc zamiast małych i kosztownych w utrzymaniu przychodni faworyzuje duże szpitale – zakładam się, że tylko na takiej centralizacji możnaby w Polsce oszczędzić miliardy. Podam przykład – kiedy rozbolał mnie ząb, jednego dnia od ręki zrobiono mi prześwietlenie i już 10 minut później siedziałem na fotelu dentysty, któremu zrobienie znieczulenia zajęło 1/3 tego, co dentyście w Polsce. Ząb wyleczył mi kanałowo w czasie trzech wizyt.

    I tak jest ze wszystkim – pacjent przychodzi do przychodni i tego samego dnia robione są mu badania krwi itd. W Polsce rozciąga się to wszystko na kilka wizyt, bo polska służba zdrowia nie kieruje się żadnym rachunkiem poza własną wygodą. Czas pacjenta jest dla niej dobrem niepoliczalnym, z którym się ona nie liczy.

    A już pomysł Pana Redaktora, żeby przychodnia dbała o dodatkowo o życie towarzyskie pacjentów, to chyba jakiś żart…? Przecież od tego są małe społeczności, sąsiedzi i krewni. W Chinach starsi ludzie spotykają się parkach, tańczą albo ćwiczą na ulicy. Dla nich to jest oczywiste, że w pewnym wieku po prostu trzeba się ruszać, żeby zachować formę i zdrowie. A jak nie ma takich zajęc, to lokalna komórka partii komunistycznej przypilnuje, żeby były. W Polsce jedyną rozrywką pozostaje Kościół… Dlaczego rząd i Kościół nie dogadają się, żeby zaktywizować fizycznie polskich seniorów? Wszyscy by na tym skorzystali.

  20. Uśmiałem się czytając te naiwne bzdury. Przychodnie lekarskie miałyby się zamienić w świetlice osiedlowe dla emerytów z lekarzami jako świetlicowymi.
    Trzeba jednak przyznać, że jest to jakaś alternatywa dla Radia Maryja.

  21. Dobrym sposobem na samotność i fachową opiekę pielęgnacyjną na starość jest poślubienie młodszej o ca. 20 lat dziewczyny.

  22. …….Celem jest zdrowie publiczne. Czyli taka sytuacja, w której jak największa część społeczeństwa żyje w jak najlepszym zdrowiu…..
    Panie Jacku, ma Pan rację ale chyba żartuje ? Czy kiedykolwiek lekarz uświadomił Pana jak żyć zdrowo ? Co robić, aby być zdrowym i do niego nie przychodzić ? Tylko i wyłącznie Pan odpowiada za swoje zdrowie (fizyczne i psychiczne), za „zdrową starość”, na którą pracujemy całe życie. Moi Rodzice oboje to lekarze, więc wiem co piszę :).

  23. Na dwoje babcia wróżyła, Żakowskiemu wyszło, Marcinkiewicz w brodę sobie wyraźnie pluje. Loteria.

  24. To czy to co Zakrzewski pisze ze Wschodu jest głupotą czy nie nie mi sądzić, sytuacji z w tamtych stronach nie znam. Ceny jakie ja podałem są z wybrzeża zachodniego a dokładnie z podstawowego Medicare ($105 w całym kraju) rozszerzonego opcjonalnie ($41) do poziomu Medicare Advantage Plus i oferowanego w połączonej formie przez jednego z głównych HMO tna zachodnim wybrzeżu Kaiser Permanente (50% rynku). Taki rozszerzony pokrywa znacznie więcej niż oryginalny Medicare.

    To co Zakrzewski płąci w okolicach gett imigracyjnych polonijnych w Illinois może się znacznie róźnić od tego co ja cytowałem powyżej bo Medicare Advantage plans są oferowane przez dziesiątki róźnych sieciówek zdrowotnych amerykańskich i każda z nich ma własny system co-payments.

  25. Panie autorze Pana kolega blogowy lekarz znacznie lepiej zna sprawy dotyczące opieki zdrowotnej, a Pan nawet nie zrozumiał tego co on napisał.

  26. O ile mi wiadomo, to w większości krajów na świecie są drobne opłaty za wizyty lekarskie i nie wpływa to na szerzenie ubóstwa. Wizyta, albo śniadanie – to czysta demagogia populistyczna. Do lekarza nikt nie chodzi codziennie, więc powiedzmy 5zł. nie zuboży emeryta, że nie będzie miał na śniadanie.
    Ale my – jak zwykle – wiemy lepiej.

  27. Widzę że komentatorzy blogów – za wyjatkiem kilku obsesyjnych troli – mają całkiem pokaźną wiedze i pomysły jak podreperować kulejący system opieki lekarskiej w Polsce.
    Dlaczego nasi „wybrańcy narodu”, czyli przedstawiciele społeczeństwa w Sejmie wolą sami wymyślać nie sprawdzone rozwiązania; zamiast oprzeć się na jakimś sprawdzonym systemie opieki? Zatrudniają oni kuzynów i kumpli jako doradców.
    Może przedtem, zanim weźmiemy sie za zmiany prawa, zmienimy tych co te prawa tworzą. Ta przypadkowa zbieranina posłów, dobranych według klucza partyjnego i zasady „mierny ale wierny” nie wymyśli nic użytecznego. Przepraszam małą garstkę fachowców, którzy jednak szybko odlatują do Brukseli.

  28. Ale można mieć ciastko.

    Popatrzmy jak to zrobiono w Singapurze. Nawiasem mówiąc, jest tam system opieki zdrowotnej oceniony jako najlepszy na świecie przez WHO, a jednocześnie jeden z tańszych. W skrócie:
    1) każdy opłaca składkę zdrowotną od dochodu (około 7%)
    2) składka trafia na indywidualne konto, z którego można opłacać wyłącznie usługi zdrowotne swoje i rodziny
    3) usługi są odpłatne
    4) jednak państwo dopłaca do cen usług w zależności od: a) dochodu obywatela, oraz b) standardu usługi (przy czym standard nie ma wpływu na efekt zdrowotny, chodzi raczej o rzeczy prestiżowe, jak np. komfortowa, jednoosobowa sala w szpitalu vs wspólna i bez klimy, albo proteza zwykła vs elegancka).
    System ustawiono tak, że dla ubogich dopłaty do usług w wersji podstawowej wynoszą około 80%.
    5) jeśli zabraknie kasy z indywidualnego konta, np. w przypadku przewlekłych chorób czy skomplikowaych zabiegów – państwo dopłaca z osobnego mechanizmu ubezpieczenia
    6) ale za to, jeśli jest nadwyżka na koncie ponad określony górny limit (zależny od dochodu) jest ona zwracana obywatelowi – jako motywacja do korzystania usług z umiarem, póki zdrowie w miarę dopisuje
    7) Usługodawcy są w większości (ok 80%) państwowi.
    Jak mówi ichni minister, konkurencja prywatna służy tam tylko dyscyplinowaniu państwowych dostawców usług. Natomiast nie stać ich na dominację prywatnych podmiotów, bo to się ostatecznie kończy oligopolem, potężnym lobbingiem, oraz zwyżką cen – jak w USA.

    Czyż to nie mądry system?

  29. Panie Redaktorze, powtórzę za poprzednikami – propozycja dotyczyła opłat za wizyty na które pacjent by się NIE stawił. Czy może pan redaktor odnieść się do tego – zamiast pomysłów, których w blogu Pana Doktora nie było?

  30. Szanowny Pan Żakowski
    Najcenniejszym punktem Pana wypowiedzi jest część dotycząca starszych ludzi. Wizyty u lekarza stanowią często dla nich główne źródło kontaktów społecznych o nieocenionym wpływie na zdrowie. Fakt, że Pan to zauważył, jest jak na Polskę niesłychany i tylko świadczy o wielkiej wrażliwości społecznej. Wiadomo przecież, że sam proces leczenia jest równie albo i ważniejszy od leków. Poświęcenie 10 minut osobie potrzebującej kontaktu może oszczędzić systemowi zdrowia miliardy.
    Piszę to poruszona pogardliwym i nienawistnym tonem komentarzy o „staruszkach” i marzeniem większości o dokopaniu ludziom szukającym czegoś innego niż pigułki. Co za prymityw. Czy nie przypomina to czasów, kiedy to w sklepach nie było mięsa bo, jak ogłaszały partyjne media, emeryci wyżarli. Czasy się podobno zmieniły i dzisiaj wielcy znawcy ludzkości, specjaliści od wolności i kapitalizmu, piszą zza oceanu ale dawna mentalność komusza się nie zmieniła.
    Zawiść i Nienawiść – to dzisiejsze motto Polaka.

  31. Panie Red. Żakowski, mnie też zmartwił Dr Stefan K., i to bardzo.
    Próbuje na swoim blogu argumentować,usprawiedliwiać się, ale jest to
    odwracanie kota…
    To Pan ma rację, dopłaty w naszych obiektach ochrony zdrowia, to anachronizm intelektualny. Rzecz sprawdzona , jako zło.
    Generalnie problem „zdrowia” jest źle postawiony, w Pana wstępniaku także.
    Zamiast zastanawiania się co zrobić żeby zmniejszyć kolejki?
    Należy postawić pytanie – co zrobić, żeby w naszym pięknym kraju było mniej
    chorych? Tak postawiony temat nie istnieje w debacie publicznej.
    Wiadomo dlaczego?
    Mam nadzieję, że wszyscy widzą, że nasi politycy, medycyna formalna, zainteresowane grupy interesu , robią wszystko , żeby chorych było jak najwięcej.
    My wszyscy, trzeba wyraźnie to podkreślić, jako potencjalni chorzy, robimy wszystko, aby pomóc podanym wyżej grupom interesu — nie dbając o swoje zdrowie, jesteśmy nachalnie wpychani w zachorowalność.
    Machina jest przeogromna, nie do opisania, jak bardzo edukacja zdrowotna do tego zmierza, polityka zdrowotna, której praktycznie nie ma.
    Cała polityka zdrowia sprowadza się do problemu składki zdrowotnej, żeby ją zwiększyć. Jakby pieniądze decydowały o naszym zdrowiu.
    Jako pacjenci ,jesteśmy przedmiotem gry ekonomicznej, do zarabiania pieniędzy, nie zawsze przez tych, którym by się to należało.
    Zamiast być podmiotem.
    Systemu, który ma chronić , dbać o nasze zdrowie.

  32. Każdy ma swoje własne doświadczenia jeśli chodzi o korzystanie z publicznej służby zdrowia i jakość świadczonych przez nią usług.
    Ja, jako stały od 15 lat „klient” placówek służby zdrowia też mam.
    Na innych blogach wielokrotnie w przeszłości o nich (doświadczeniach swoich ) pisałem – nie chcę się więc powtarzać, informacyjnie tylko: jestem stałym „odwiedzającym” gabinety: chirurga naczyniowego, laryngologa, endokrynologa, urologa, a ostatnio także chirurga plastycznego ( na szczęście „odpadł mi” onkolog póki co ) i co oczywiste: także „swojego” lekarza POZ. Czasem jak mi zalecą ( a zlecają – przynajmniej raz w roku) także : USG zwykłe i doplera, różne biopsje i badania laboratoryjne zaliczam. Wierzcie mi Państwo: zawracam głowę tym lekarzom nie dlatego bo mi się nudzi i odczuwam na starość – potrzebę kontaktów towarzyskich tylko dlatego, że sami mi wyznaczają terminy wizyt, na które skrupulatnie zresztą chodzę. Do lekarza (ki) POZ chodzę jedynie po recepty na leki i po skierowania do w/wymienionych specjalistów.
    I tu dziwna rzecz z tymi skierowaniami: na wszystkich stronach Ministerstwa Zdrowia, NFZ i jego oddziałów „stoi jak byk”, że skierowania do specjalistów w przypadku chorób przewlekłych ważne są „do wyleczenia” lub bezterminowo jeśli sa „niewyleczalne”. Rzecz w tym,że moje schorzenia są „terminowe” w tym sensie, że będą „towarzyszyć” mi do mojego końca i prawdopodobnie będą przyczyną mojego zejścia. Ale co tam Ministerstwo i NFZ-y , – ja po skierowania do specjalistów , mimo niewątpliwej przewlekłości swoich chorób i ich „niewyleczalności”, muszę nawiedzać „swoją” lekarkę POZ wielokrotnie w roku ( tak jak upływają roczne terminy ważności takich skierowań a są one różne), bo tak sobię życzą Przychodnie. Dla nich wszystkie skierowania do specjalistów ważne są rok od dnia wystawienia – i cześć.
    PS. W mojej Przychodni POZ ostanio do lekarza trzeba się zapisać. Jak na razie terminy nie są „powalające”: +/- tygodniowe. Da się wytrzymać.

    PS. 2. Gdybym w mojej sytuacji za wizyty i badania musiał płacić – byłoby kiepsko ( mam żonę na utrzymaniu) i pytanie mi się nasuwa: – jeśli już mam płacić to dlaczego ZUS ściąga mi z emerytury co miesiąc ok. 300 zł składki zdrowotnej ?

  33. Tyle że lekarz nie jest po to, by potrzymać za rękę i pogadać. Może (i często powinien) to zrobić, ale przy okazji. Od rozmowy i trzyania za rękę powinien być psycholog, psychoterapeuta czy ktoś inny, kto ma ku temu kompetencje.

  34. No cóż. Płacisz co miesiąc 300 zł składki zdrowotnej. Pudełko polskiej insuliny kosztuje NFZ prawie 100 złotych.

    Krótko mówiąc Twoja „strasznie wysoka składka, za którą powinieneś mieć dużo lepszą opiekę zdrowotną” wystarcza na 3 pudełka insuliny. Jak masz pecha- miesięczne leczenie cukrzycy zeżre całą Twoją składkę. Strach pomyśleć co będzie, jak trafisz na oddział intensywnej terapii/

  35. Świadczenia medyczne, w niezbędnym zakresie dla życia i zdrowia pacjenta, powinny być równe dla wszystkich ubezpieczeniach, bez względu na wysokość płaconej składki. Poza to solidne minimum, im wyższa składka, tym lepsze świadczenie. Nie może być tak, że płacę wysoką składkę ( obowiązkową ) i żeby leczyć się w miarę przyzwoicie muszę ubezpieczać się prywatnie i na dodatek za wiele badań i zabiegów, płacić po raz trzeci.

  36. Porady publicystów są złe.

    Modelowanie we własnej wyobraźni najczęściej nie wystarcza do rozwiązania problemów społecznych
    Znając historię rozwiązywania problemu: według lekarzy szło ale nieźle kiedy premierem został Miller, całe misterne działania rozwalił od razu z hasłami równości społecznej i sprawiedliwości dziejowej na ustach.
    Argumentacja była analogiczna do tez pana Żakowskiego.
    Potrzebna jest głęboka analiza a nie wena twórcza ani natchnienie publicysty. To nie humoreski.

    życzę zdrowia / sił do leczenia się

  37. Odpowiedż dla – wg

    Piszesz dalej głupoty a informacje pierwsze podawałeś w pierwszym komentarzu niby dla wszystkich stanów.Jak widzisz koszty co-payment sa rózne w różnych stanach.

    Rozumiesz słowo konkurencja I monopol ? .
    W Californi masz tylko dwie organizacje ubezpieczeniowe podzieliły rynek I gola takie owce jak ty.

    W stanie Illinois mamy wybór z 10 duzych organizacji ubezpieczenia medycznego I jest konkurencja.

    Nawet w wersji jeśli wykupie dodatkowo te 20 % do Medicare z pokryciem leków to miesiecznie mnie kosztuje dodatkowo $ 200 i nie mam co-payment i funkcjonuje w Ppo bez koniecznosci skierowania do specjalisty. .

  38. PS.
    System opłat mieli ongiś bodaj Czesi. Groszowe opłaty. Kolejki zniknęły. Po kolejnych wyborach socjal – populiści grzmiąc o sprawiedliwość opłaty usunęli. Kolejki wróciły. Liczba lekarzy cały czas była zasadniczo niezmienna.

    QED

  39. Panie barnabo,
    tą składkę zdrowotną w różnej oczywista wysokości płaciłem przez 37 lat pracy zawodowej od zarobków znacznie przewyższających moją obecną emeryturę ( odliczam okres studiów ) oraz płacę przez 14 lat pobierania emerytury. W czasie gdy pracowałem i zarabiałem kwota składki była wyższa niż 300 zł . Znacznie.
    Proszę nie epatować mnie ceną insuliny. Przez okres płacenia tej składki zebrało się trochę, nieprawdaż ? Nawet nie podejmuję się policzyć ile.

  40. Lex
    Też jestem emerytem.
    Twoje dolegliwości są łatwe do wyeliminowania, nie wyleczenia:
    naczynia – masz miażdżycę, lekarze ci nie pomogą, nie znają przyczyny,
    laryngolog – wyeliminuj sól z diety ,
    urolog – przyczyną chorób jest prawie zawsze nadmiar białka w diecie,
    endokrynolog – też można sobie samemu poradzić
    Jest jeden warunek trzeba chcieć, mieć wolę poddania się reżimowi
    żywieniowemu, na co stać niewielu, tylko ok. 1 % populacji.
    Wiedza o tym , jak to zrobić jest w internecie

  41. Panie Wacławie,
    dziękuję za rady zapewne dyktowane zrozumieniem i dobrą wolą ale to co mi dolega wyeliminować się już nie da. Cała „wojna” toczy sie o to aby się nie pogarszało i jak na razie jakoś to idzie.
    I oby tak dalej.

  42. Ciekawe też, jak szanowny autor chciałby zwiększyć ilość lekarzy w Polsce? Czy wie, jak wyglądają studia medyczne?

  43. Aha trzecia ciekawostka z Stanów, koszt ubezpieczenia po 65 dla większości Amerykanów 95% nie zależy od dochodów, Kompletna uraniłowka $105/m. W Polsce i w większości Europy rozumiem jest procentowo od dochodoów. Pisałem że dla większości bo co dwudzieste gospodarstwo emeryckie w Stanach ma dochodu więcej niż $14k/m i muszą płacić prawie $160 składki miesięcznie. Obama chce im to podnießć do $180, taki komuch z niego.

  44. Nudząc dalej. Co oznacza że

    – biedota emerycka amerykańska ($1000 emerytury) płaci 10% za podstawowe ubezpieczenie zdrowotne,

    – średniacy z $3000 już tylko 3%,

    – a tacy z 5% górnej półki emeryckiej ($14k/m) mniej niż jedną dziesiątą procenta.

    Prawie jak w Europie tylko na odwrót. Teoretycznie słusznie leczenie biedaka przecież kosztuje tyle samo co bogatego.

  45. Lex
    21 stycznia o godz. 21:10 1748
    ================
    Błąd !.
    To dla mnie normalne. Ludzie boją się wysiłku.
    Wolą umrzeć niż żyć w zdrowiu.

  46. @wg
    „Teoretycznie słusznie”

    Dokładnie tak samo „słuszne” jak płaski podatek dochodowy (tzn. pogłówny). Przecież każdemu zapewniamy taki sam wymiar sprawiedliwości, takie same szkoły dla dzieci, wojsko broni każdego. itd. Korwin się kłania. A solidaryzm społeczny – do kosza.

  47. @Byniek
    Solidny standard za obowiązkową składkę jest nieosiągalny przy naszym pkb per capita, i ogólnej niechęci do podniesienia składki na NFZ. Kraje znacznie bogatsze od nas przeznaczają na opiekę po 10-12% pkb, a u nas to jest zdaje się około 6%, czyli efektywnie po uwzględnieniu pkb, kilkukrotnie mniej niż na zachód od nas na głowę.
    A ceny urządzeń, medykamentów – podobne.

    No więc jest bida z nędzą, i jedynie niższe koszty płac w służbie zdrowia powodują, że to jeszcze „jakoś” działa, choć marnie.

    Ludzie widzą ten marny poziom, pamiętają też traumy PRL-u, i dlatego łatwo jest im wmawiać, że państwowa służba zdrowia, jak wszystko co państwowe, to zło i marnotrawstwo, i że nie warto na nią łożyć. Taki jest dominujący nurt myślenia, zwłaszcza ten widoczny w internecie (gimbaza, biurowa klasa średnia, neolib korwinoidalny).
    Więc nie ma zgody, aby łożyć więcej, kółko się zamyka.

  48. Jestem przeciętną emerytką i jestem absolutnie z a p o m y s ł e m wprowadzenia minimalnej opłaty za wizytę u lekarza (pomysł z możliwością zwrotu opłaty dla najbiedniejszych wydaje mi się byc w porządku) i za dośc wysoką opłatą za niepowiadomienie o rezygnacji z zabiegu lub wizyty u lekarza). Niestety, ze względu na stan zdrowia muszę korzystac stosunkowo często z usług służby zdrowia i potwierdzam: bardzo dużo pacjentów po prostu nie przychodzi na wizytę lub na umówiony zabieg nie czując potrzeby poinformowania o tym usługodawcy. Często fizjoterapeuci mówią np.: ‚planowo zabieg dopiero za pół roku, ale proszę jeszcze raz przyjśc w przyszły poniedziałek, bo zaczyna się następna tura pacjentów i na pewno paru się nie zgłosi.’ Nadmieniam, że nie zdarzyło mi się jeszcze nie powiadomic zainteresowaną placówkę, że rezygnuję z wizyty lub zabiegu. Abstrahując od tego, że nasza służba zdrowia nadal nie funkcjonuje sprawnie, uważam, że często sami pacjenci wydłużają niepotrzebnie kolejki nie ponosząc za to żadnych konsekwencji.

  49. @Wacław1
    Faktycznie – państwo powinno za nasze pieniądze zastanowić się, jak zmniejszyć liczbę chorych, a nie dostępność służby zdrowia.

    Pierwsza rzecz – zmotywować w sposób ekonomiczny (dostępność i/lub wysokość składki) obywateli do profilaktyki. Nie oszczędzać na badaniach okresowych – zrobić z nich obowiązek korzystającego z systemu.

    Drugie – pomóc i wymagać konsekwentnego leczenia. Np. transport na wizyty okresowe – dla wielu z „trudnych” pacjentów było by to znaczne ułatwienie: finansowe i organizacyjne, żeby w ogóle pojawić się u lekarza wtedy, gdy ta wizyta jest potrzebna w kontynuacji leczenia. Powinny by też pomagać pielęgniarki środowiskowe, pracownicy opieki społecznej – ktoś, kto przypilnuje leczenia, a jednocześnie będzie pełnił funkcje „świetlicowe”.

    To oczywiście kosztuje – pojawi się więcej obowiązków, a stare problemy na razie nie znikną. Ale celem powinno być zmniejszenie liczby chorych, szczególnie chorych w późnych stadiach chorób – to jest zawsze najdroższe w leczeniu. Reformujmy w ten sposób służbę zdrowia. Inaczej dowolny procent (nawet 100%) PKB na służbę zdrowia nie wystarczy.

  50. W Bawarii też są niewielkie opłaty przy podstawowych wizytach. Ale oprócz tego jest też tak, że jak pacjentka trafiła do ginekologa, to od razu miała zrobione: badanie podstawowe, cytologię, USG i inne badania. Trwało 2 godz – to czas zaoszczędzony przez przychodnię, pacjenta, oszczędność paliwa itp. Więc oznacza to, że myślą na zasadzie „jak zrobić to optymalnie”. Nie znam szczegołów, ale wygląda to sensownie.

    Natomiast zgadzam się z red. Jackiem, że starszym ludziom brakuje kontaktu z innymi osobami. Sorry, taki mamy klimat – społeczeństwo jest nieufne, co wiecej, politycy i dziennikarze je coraz bardziej antagonizują. Ale jeśli ktoś chce, to spokojnie może znaleźć swój klub zainteresowania. PTTK, kółka przykościelne, Uniwersytet III wieku, chóry, itd – tylko trzeba chcieć i przełamać nieufność.

  51. „Zmartwił mnie Stefan Karczmarewicz, sąsiad z blogowiska POLITYKI, proponując „małe opłaty za wizytę i dotkliwą – za zabiegi, na które pacjent się nie stawi”. To ma być panaceum na kolejki w służbie zdrowia.

    (…)

    Załóżmy, że w obecnych polskich warunkach opłata za wizytę u lekarza pierwszego kontaktu będzie wynosiła 1 zł.”

    Przecież mowa o opłatach nie za wizytę, ale za niestawienie się na wizytę bez odwołania tejże lub poważnej przyczyny. Ciężko mi uwierzyć, że czyta Pan bez zrozumienia lub pobierznie wpis Pańskiego kolegi. Bo wystarczy doczytać następne zdanie, żeby kontekst stał się jasny nawet przy nieuważnym czytaniu.

    „mała opłata za wizytę i dotkliwa – za zabiegi, na które pacjent się nie stawi bez odpowiedniego uprzedzenia. Oczywiście jeżeli nie przedstawi wiarygodnej dokumentacji usprawiedliwiającej nieobecność.”

    Poświęca Pan ogromną liczbę znaków na walkę z postulatem odpłatnych wizyt. Postulatem, którego Stefan Kaczmarzewicz nigdzie nie stawia. Rozszerzenie wypowiedzi – czysta erystyka. Stawiając dobro pacjęta i jego zdrowie na pierwszym miejscu powinien Pan raczezj przyklasnąć pomysłowi zmotywowania Kowalskiego do regularnych wizyt u lekarza. Nawet karą finansową.
    Ściągnięcie opłaty to żaden problem. Państwo ma wypracowane metody ściągania mandatów. Nawet gdyby samo zagrożenie karą skłoniło zaledwie jedno na dziesięciu do odwołania wizyty lub zabiegu to wiele osób zostałoby przyjętych szybciej. Dla człowieka z bolącym zębem nawet godzina szybciej robi różnicę, Kto przeżył ten wie 😉

  52. Cały ten zgiełk o opłatach dodatkowych traktuję jako zamierzone działanie zastępcze a nawet więcej ,zamierzoną manipulację opinii dla wmówienia jej ,ze państwo musi się pozbyc konstytucyjnych funkcji opiekuńczych, by starczyło na jedwabne życie kasty politycznej,rakiety dla obrony prominentów i bizdżety ewakuacyjne dla tychże.

    Proszę pomyslec,w miarę mozliwości,o okresie emerytalnym naszych dzieci pozostajacych w Kraju.Wszyscy nie wyjada.Z emeryturą ok 1000 zł i często bez mozliwosci liczenia na wsparcie swoich dzieci (naszych wnuków) z wielką trudnoscią wiążacych koniec z końcem.Nie uprawiam czarnej propagandy,powtarzam za oficjalnymi prognozami .Dyskusja nad obciążaniem tych emerytów przyszłych dopłatami ,rosnącymi zapewnie z upływem czasu,zakrawa na bezmyślny ,całkowicie bezmyślny,sadyzm.

    Dyskutowac trzeba nad wymierajacą liczbą lekarzy POZ (średnia powyżej 60 lat) ,
    mechanizmem emigracji mlodych lekarzy wykształconych w Kraju,jak sprawic by młodzi lekarze obejmowali placówki POZ i jak sprawic by tzw służba zdrowia była zdolna zamienic obecną stawkę „dekapitacyjną ” na sprawne finansowanie utrzymania w jakim takim komforcie zdrowotnym ostatnich dni naszych dzieci.

    Taka jest normalna sztafeta pokoleń.
    Idiotów zmanipulowanych dyskusją o „dopłatach” do tej sztafety zaliczyc nie sposób.

  53. Zastanawiałem się gdzie wkleić ten link, blog Pana Redaktora wydał mi się najwłaściwszy. To co mówi pan Kujawa to przykład na degrengoladę polskiego fiskusa. Ani przykład Kluski, ani innych firm nie spowodował zmiany mentalności urzędników skarbowych. Jest tylko małe ale. To co podaję to relacja jednej strony.

    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/biznesmen-apeluje-do-komorowskiego-moja-firme-celowo-zniszczyli-urzednicy/rjt51

  54. Czyż górnicy nie są ważniejsi od NFZtu? Żakowski powinien domagać się likwidacji NFZ i przesunięcia wszystkich pieniędzy na dotowanie kopalni, jak długo się da. A reszta plebsu niech się leczy sama. A jak ktoś się nie zgadza to zły neoliberał.

  55. @kuba … itd. Korwin się kłania. A solidaryzm społeczny – do kosza.

    Ja relacjonowałem system jaki realnie funcjonuje w dużym 300m państwie które o sobie ma nie najgorsze mniemanie i które znacznie sobie lepiej ostatnio radzi do dobrobytu materialnego niż prawie cała reszta świata włączając z Europą z której nawet ostatnio Obama sobie podśmichujki robi.. Płacą za to nie za lepszą kondycją psychiczną, wskaźnik szczęścia poniżej pierwszej setki krajów prawie identyczny jak w Rosji, sporo niżej nawet niż w Polsce. Nawet w UK są bardziej szczęśliwi. Być może mają wygórowane ambicję, nie wiem. Jak chcesz to nazywać Korwinwszczyzną, fine, a co etykietki zmieniają w ostatecznym rozrachunku?

  56. Paweł Kierski
    22 stycznia o godz. 11:03 1756
    Faktycznie – państwo powinno za nasze pieniądze zastanowić się, jak zmniejszyć liczbę chorych, a nie dostępność służby zdrowia.
    =================================================
    Dziękuję opatrzności, że chociaż jeden to zauważył, że o zmniejszenie zachorowalności,trzeba dbać głównie.
    Tak miedzy nami mówiąc, to nasze państwo powinno się cieszyć z tego,że ludzie chorują, że palą, piją gorzałkę, używają sobie do woli ….Bo niby skąd ma budżet
    brać drobne , na utrzymanie „państwa”. Tak wszystkie rozumne organizmy gospodarcze, państwowe na całym globie ziemskim robią, z wyjątkiem Polski, i niektórych innych krajów podatnych na bzdurną propagandę biurokracji unijnej.
    Ale, jednocześnie, te mądre państwa,bogate państwa, tworzą mechanizmy, które odciągają swoich obywateli od stosowania używek, dają swoim obywatelom WOLNOŚĆ wyboru:
    mówią im o zagrożeniach jakie dla nich stanowią używki.
    W tych „mądrych” społecznościach , a jednocześnie bogatych , jest stosunkowo mało chorych, kalek, bezdomnych , bezrobotnych….a poziom szczęścia obywateli jest wysoki.
    Te państwa, dla zwiększenia swojego dobrobytu, refundują koszty leczenia, prawie w 100 procentach, w tym zakresie, który dotyczy na przykład leków na receptę, tych które w sposób zasadniczy mogą wpływać na uzdrowienie
    człowieka.
    Te zdrowe narody wiedzą, że bez przemysłu farmaceutycznego nie da się żyć,
    gospodarczo, bo zdrowi muszą mieć miejsca pracy.Podobnie jest z przemysłem tytoniowym, spirytusowym……

    Bo bzdurą jest gadanie, że palenie tytoniu to samo zło, to zależy dla kogo, w jakich warunkach środowiskowych……
    Podobnie jest z innymi używkami….
    Zwolennicy muzyki disck-polo, śpiewają : – „WOLNOŚĆ i swoboda i dziewczyna młoda…..”

  57. „Niech żyje wolność, wolność i swoboda,
    niech żyje za….. ”
    O to mi chodziło…
    Wolność nam ciągle zabierają…. niestety.

    http://poldi.wrzuta.pl/audio/6KtanxRCgFs/skalar_us_-_wolnosc_i_swoboda_disco_polo

  58. Zapanowało na blogu Żakowskiego złowrogie milczenie.
    O WOLNOŚCI jak by nie było.
    Bo organizacja naszej służby, ochrony zdrowia, w WOLNOŚCI ma swój
    początek, dla lekarza, pielęgniarki, farmaceuty, stomatologa……
    a w pierwszej kolejności dla pacjenta, podmiotu debaty.
    Wszyscy – tą wolność mamy zabraną, mamy narzucone nieludzkie ograniczenia,
    jesteśmy tak ogłupieni propagandą, fałszywą wiedzą…że godzimy się na to.
    Pacjent nie ma wyboru sposobu leczenia,możliwości wyboru lekarza, szpitala…
    Lekarz przywiązany jest jak baran do okrutnej metody wypisywania recepty, a nie do leczenia..
    Farmaceuta jest niewolnikiem bzdurnych, w swym biurokratyzmie zasad odpłatności,i żyje w strachu przed karami ze strony NFZ…

    Panie Jacku, mam nadzieję, że napisze pan „cóś” o wolności….mądrego.

    ….

  59. Zdecydowanie poruszył pan wiele ważnych kwestii i w zupełności się z nimi zgadzam.