Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Jak na dłoni - Blog Jacka Żakowskiego Jak na dłoni - Blog Jacka Żakowskiego Jak na dłoni - Blog Jacka Żakowskiego

30.12.2014
wtorek

Kult ostatniej chwili

30 grudnia 2014, wtorek,

Przepraszam, może czegoś nie zauważyłem. Czy w ostatnich miesiącach przez Polskę przeszła jakaś wojna? Albo rewolucja? A może władza się gwałtownie zmieniła? Może poprzedni rząd wybrał się na wycieczkę w kosmos i miesiąc temu napisał, że nie wraca? Albo może poprzedni minister zdrowia uciekł na Madagaskar dreamlinerem pełnym stuzłotówek z kasy NFZ?

Jeśli się mylę, proszę mnie poprawić, ale ja o niczym takim nie słyszałem.

Wydaje mi się, że żadna gwałtowna zmiana ostatnio w Polsce nie zaszła. Wedle mojej najlepszej wiedzy od ponad siedmiu lat rządzi ta sama partia. Od ponad trzech lat w Ministerstwie Zdrowia siedzi ten sam minister. Ludność też jest z grubsza ta sama, co rok temu. Podobnie jak lekarze i reprezentujące ich organizacje. Jeśli tak jest faktycznie, to nie ma żadnego racjonalnego powodu, byśmy kolejny raz przeżywali zbiorowo doroczne medyczne męki, stresy i histerie, że zamkną przychodnie, nie wypiszą recept, nie dadzą skierowań, nie zoperują, nie będą leczyli itp.

Nie jestem naiwny. Wiem, że chodzi o ogromne pieniądze i ważne interesy. To znaczy, że muszą być targi, napięcia, konflikty. A może nawet strajki, uliczne prostesty i sądowe spory. Ogólnie biorąc – Polacy za mało walczą o swoje i są zbyt słabo zorganizowani w grupach interesów, by rynek i demokratyczne państwo mogły dobrze działać. Jeśli lekarze się na tym tle wyróżniają i otwarcie oraz uparcie walczą – to dobrze. Tego w demokratycznym kapitalizmie potrzeba.

To jednak nie znaczy, że rząd ma im ulegać. Rząd musi reprezentować interes publiczny, czyli interesy ogółu. A one mogą być zgodne z interesami lekarzy, ale też mogą być z nimi sprzeczne. Na przykład pobieranie od pacjentów niewielkich opłat za wizyty jest błędem, bo to, co jednym wydaje się niewielką kwotą (np. 5 zł), może być barierą dla innych (dla pokolenia 1600 oznacza wybór – lekarz albo śniadanie). To powoduje, że po wprowadzeniu opłat część chorych zgłasza się zbyt późno i koszty leczenia rosną o kwotę wyższą od dodatkowych wpływów. Natomiast sprawiedliwe opłacenie nowych obowiązków lekarzy jest konieczne. Trzeba wspólnie i transparentnie wyliczyć i wynegocjować, co znaczy „sprawiedliwe”.

Demokracja zna wiele sposobów, by takie konflikty rozwiązać. Być może na przykład nie da się już dłużej utrzymać tak niskiego na tle Unii Europejskiej budżetu publicznej służby zdrowia w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Jest bardzo prawdopodobne, że bez podniesienia składki nie można istotnie poprawić jakości służby zdrowia, czego oczekują wyborcy. Oczywiście w niesprawnym systemie tkwią różne rezerwy, ale niekończące się targi o skrawki zbyt krótkiej kołderki pochłaniają zbyt wiele energii, by jej starczyło na poważne zmiany organizacyjne. Nie ma dziś jednak istotnej partii politycznej skłonnej zaproponować wyborcom podnoszenie składki z 9 do np. 11 procent. Kult zbyt niskiej składki tworzy zaś pułapkę, w której uwięzieni zostali politycy, lekarze, pielęgniarki i przede wszystkim pacjenci.

Inaczej mówiąc – sami uwięziliśmy nas wszystkich w bardzo kosztownym systemie, który prawdopodobnie jest jednak odrobinę za tani, by mógł działać sprawnie.

To są poważne sprawy, które wymagają poważnej rozmowy. Nie można mieć do ministra ani do lekarzy pretensji, że nie są w stanie się z nimi uporać w ostatnich paru tygodniach roku. Ale dlaczego zawsze musi to być parę ostatnich tygodni? Dlaczego w grudniu 2014 rząd (NFZ) podpisuje ze świadczeniodawcami umowy na styczeń 2015? Czy jest jakaś istotna przeszkoda, by umowy obowiązujące od stycznia 2015 podpisywano w czerwcu 2014? A jeszcze lepiej w grudniu 2013? Skoro truskawki i buraki cukrowe można kontraktować na wiele miesięcy naprzód, a ropę, gaz, pociągi, armaty, samoloty nawet lata naprzód, czemu nie można tak kontraktować usług służby zdrowia?

Pewnie są jakieś przepisy, które to utrudniają. Ale przez siedem lat można je było wiele razy zmienić. I przez trzy lata rządów min. Arłukowicza – także. Takiej próby jednak nie podjęto. Nie chodzi tylko o samo przesunięcie horyzontu i stworzenie kilkumiesięcznego bufora pozwalającego na amortyzowanie skutków ewentualnego konfliktu. Chodzi o istotę relacji władzy z grupami interesów.

Gdy na takie rozmowy ma się parę tygodni, możliwa jest praktycznie tylko przepychanka. Gdy ma się do dyspozycji wiele miesięcy lub rok, można poważnie rozmawiać o systemie dzielenia ograniczonych środków lub o tym, ile pieniędzy potrzeba i ile musimy dołożyć, by system działał sprawniej.

Można powiedzieć, że martwienie się na zapas nie jest zgodne z polskim charakterem. Tradycyjnie najlepiej wychodzi nam działanie na ostatnią chwilę. Historycznie jest to pewnie prawda. Ale historycznie nigdy nie istniały systemy tak skomplikowane, jak system służby zdrowia stworzony w III RP. I jak byśmy sobie nie łamali głów, ten system nie będzie dużo prostszy, choć może być dużo mniej uciążliwy. Bo samo meritum jest niezwykle złożone.

Każdy, kto choć trochę interesuje się ochroną zdrowia, rozumie kosmiczną złożoność problemów. Rząd też oczywiście rozumie, że nie ma drugiego tak wymagającego intelektualnie resortu. Nie jest przypadkiem, że do Ministerstwa Zdrowia nigdy się nie wyrywał żaden z partyjnych liderów. Bój zawsze idzie o MSZ, MSW itp. Od zdrowia rozsądni trzymają się z daleka. A ci, którzy tam idą, zwykle marzą tylko o tym, żeby przetrwać w zaciskanym przez niewystarczające środki gordyjskim węźle konfliktów.

Minister Arłukowicz jest tu jeszcze bardziej radykalnym przykładem niż jego poprzedniczka, która miała sporo złych pomysłów (np. na zamianę szpitali w spółki), ale jakieś miała. Zamiast wspólnie z pacjentami, lekarzami i pielęgniarkami rozsupływać złożone zależności, próbuje więc odciągać decyzję do ostatniej chwili, by gilotyną uciekających godzin przeciąć zaciskający się węzeł. Zamiast rozwiązywać problemy – chce wygrać kolejny konflikt. Przecięcie jest tym łatwiejsze, im bardziej napięte są liny. Napięcie zaś rośnie wraz ze zbliżaniem się końca roku. Ta gra jest równie czytelna, jak ponura.

Być może i tym razem rząd jakimś sposobem złamie opór postawionych pod ścianą lekarzy z PZ.

Być może drugiego stycznia gabinety zostaną jednak otwarte i rząd – jak co roku – odtrąbi swój kolejny sukces. Ale nawet gdyby tak się i tym razem stało, będzie to tylko triumf siły nad rozumem, czyli dla nas wszystkich – porażka.

Bo nic się nie zmieni. A jeśli nic się nie zmieni, najdalej za 12 miesięcy system znów się zatnie. A potem za dwa lata. I tak dalej. Aż wreszcie którejś zimy obudzimy się już nie tylko w jeszcze dłuższych z roku na rok kolejkach, które rząd przesuwa z jednych poczekalni do drugich, ale już całkiem bez pomocy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 30

Dodaj komentarz »
  1. Rozsądne spojrzenie, rozsądne argumenty, rozsądna ocena, rozsądne wymagania.
    A i tak skończy się tradycyjną rąbanką od Grunwaldu po Powstanie. Jak zwykle.
    Ale dzięki za rozsądne podejście.
    Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku

  2. Wszędzie na styku prywatna firma – państwo obowiązują przetargi. Warunki przetargu na styczeń kolejnegoroku powinny być ogłoszone w czerwcu czy lipcu, konkurs zamknięty we wrześniu. Białe plamy na mapie wypełnią dodatkowe kontrakty dla tych co się zgłosili, wzmocnienie pogotowia, SOR lub np. imigranci z Ukrainy albo refundacja przez NFZ rachunków od prywatnego lekarza z tych rejonów gdzie nie dało się zapewnić opieki.
    Na dyskusje modelowe też jest czas ale nie podczas podpisywania kontraktów.

  3. Ludzie, lekarze nie są waszymi wrogami. Nie dajcie się wmanipulować władzy, która swoje winy przerzuca na niewinnych. A Żakowski stoi w rozkroku, z jednej strony, zachował resztki przyzwoitości i stara się pisać prawdę. Z drugiej strony, chce być wierny „Polityce” kadzącej władzy. Trzeba przyznać, że Arłukowicz nie zaprosi Żakowskiego na kolację, jak to zrobił Nowak wobec gwiazdy „Polityki”…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Żakowski a sprawdził pan może czy rzeczywiście próbowano negocjować a może po prostu nic takiego nie miało miejsce. Domyślam się, że przyszły instrukcje wywalać brudy na lekarzy więc Żakowski trzasnął obcasami i wykonuje je.

    http://wpolityce.pl/polityka/227799-lekarz-odslania-kulisy-rozmow-z-arlukowiczem-bylem-na-roznych-dziwnych-negocjacjach-ale-czegos-takiego-nie-przezylem

    To, co zastałem w Warszawie, przerosło moje oczekiwania. Minister nas zaprosił, ale powiedzieliśmy sobie tylko, że to nasze ostatnie negocjacje w tym roku. Porozumienia być nie mogło, bo minister a priori nie zakładał takiego scenariusza
    — opowiada o poniedziałkowych „negocjacjach” w resorcie zdrowia lekarz Marek Twardowski z Porozumienia Zielonogórskiego.
    Rozmowy zakończyły się fiaskiem, co oznacza, że po Nowym Roku zamkniętych może być 40 proc. gabinetów Podstawowej Opieki Zdrowotnej w całej Polsce. Twardowski relacjonuje, że do Warszawy przyjechał na specjalne zaproszenie Bartosza Arłukowicza.
    Zadzwonił do mnie do Zielonej Góry i poprosił, abym przyjechał jako negocjator, bo on nie umie się z Porozumiem Zielonogórskim dogadać
    — opowiada lekarz.
    Na miejscu okazało się, że minister nawet nie próbował zbliżyć się do porozumienia.
    Byłem na różnych dziwnych negocjacjach, ale czegoś takiego nie przeżyłem. Rozmawiałem z ministrami Balickim i Religą. Pracowałem i prowadziłem nieraz trudne rozmowy z minister Kopacz, ale to był pewien poziom. To byli partnerzy do rozmowy. Negocjacje były trudne, ale strony chciały się porozumieć
    — podkreśla Twardowski.
    Arłukowicz, jak zaznacza lekarz, nie chciał negocjować.
    Na nasze różnego rodzaje propozycje, które dawały możliwość współpracy, odpowiadał „nie”, albo milczał
    — ujawnia Twardowski.

  6. Lubię blog Żakowskiego, to jeden z niewielu rozsadnych ludzi w Polsce. Pozdrawiam Noworocznie.

  7. Od wielu lat mam coraz mocniejsze przekonanie, że to samym lekarzom najmniej zależy, by w państwowej służbie zdrowia było normalnie. Przecież o wielu rzeczach od lat się dyskutuje i dawno można byłoby znaleźć sposób na to, by niejedno uporządkować. Ale lekarzom nic się nie podoba. No tak, przecież im większy chaos jest w publicznym systemie, tym więcej pacjentów zgłasza się do ich prywatnych gabinetów, za które lekarze płacą – delikatnie mówiąc – więcej niż symboliczne podatki…

  8. Kilka spraw .Po kolei:

    – wydaje mi się,ze budżet Państwa jest spózniony i to zaowocowało póznym budzetem
    resortowym i niejasnosciami w funduszach NFZ ..patrz @Kostek
    – „krótka kołdra” nie daje mozliwosci manewrów negocjacyjnych,
    – „pakiet onkologiczny” to olbrzymia zmiana z b.wysokim ryzykiem finansów publicznych
    i jeszcze wyższym dla chorych onkologicznie oraz pretekst dla protestów POZ
    – postulat dopłat pacjentów to poroniony pomysł Porozumienia.Czesi wycofali się
    z takiego postępowania po roku,
    – Arłukowicz jest „pod ścianą” politycznie i wydaje się zupełnie niezdolny do negocjacji.
    Jak zawsze koniecznhych.

    Nie bronię Arłukowicza.Zbiera za swoje chciejstwo.Ochrona Zdrowia to pole minowe dla kazdego ministra.Miny głównie podkłada własny rząd.Tusk czynił to systematycznie .

  9. Jak zwykle rewelacyjny artykuł, życzę szczęśliwego nowego roku i samych sukcesów w 2015 roku 🙂

  10. Szanowny Panie Redaktorze. Trafił Pan w samo sedno. Negocjacje powinny odbyć się dużo wcześniej. Skoro budżet musi być uchwalony wcześniej, a nie 31 grudnia. To dlaczego nie podpisać kontraktów z NFZ na do 1 XII na następny rok? I co roku ten sam chocholi taniec lekarze, NFZ i MZ. Po drugie dlaczego nie ma debaty na temat dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych w celu dołożenia pieniędzy na państwową służbę zdrowia. To mogło by trochę pomóc dosypać kasy do wspólnej sakiewki. Oczywiście opozycja zacznie swój krzyk, że służba zdrowia ma być bezpłatna itp. mrzonki i inne frazesy
    Na koniec życzę Panu Redaktorowi oraz czytelnikom bloga Zdrowia i Pomyślności w Nowy 2015 Roku.

  11. Jak czytam tego rodzaju diagnozy, jak ta lewicowego ponoć redaktora to mnie jaśnisty szlag trafia. Tym bardziej jak zamieszczone są w tygodniku o lewicowym niby profilu. Służba zdrowia jest niedoinwestowana, to fakt. Jakie remedium proponują różnej maści uzdrowiciele? Ano polegające na podniesieniu składki zdrowotnej tym. Komu? Ano tym, którzy już ją płacą. A może by tak nakazać płacenie jej tym, którzy w ogóle jej nie płacą, np. służbom mundurowym, rolnikom itp. Zgodnie z konstytucyjnym zapisem o sprawiedliwości społecznej – jest taki zapis w Konstytucji, ale kto by się tym przejmował. Ja np. płacę dwie składki zdrowotne. Jedną z emerytury, drugą z działalności gospodarczej. Jeśli mam dochód relatywnie duży to w części (9 – 7,75) mogę te składki odliczyć od podatku, z tym, że różnie to bywa. Ale wprzódy muszę zapłacić. A w moim życiu nigdy nie korzystałem z sanatoriów, a poprzez sportowy tryb życia, w formie amatorskiej dodam – by ktoś nie pomyślał, że olimpijczyk udziela się na tym blogu – jak na razie zdrowie mi nie szwankuje i nie okupuję przychodni lekarskich.
    Mam rodzinę pracującą w tym lekarskim fachu, mylnie zwanym służbą zdrowia. To stajnia Augiasza. Pielęgniarki zapracowane za grosze i masa lekarzy pobierających wysokie pensje, pozorujących pracę, aroganckich w stosunku do pacjentów i kombinujących jakby najszybciej urwać się z dyżuru w publicznym szpitalu i popędzić do prywatnej kliniki. Swoją drogą, wydaje mi się, że w części krajów UE nie można łączyć pracy w szpitalu i w swojej klinice. To konflikt interesów. Tak jak nie można tam (w UE) reklamować leków, jeśli się w kwestii prywatnych klinik i reklamy leków mylę to niech mnie ktoś oświeci.
    Krótko mówiąc czarno widzę naprawę Rzeczypospolitej, diagnoza byłego ministra, niczym idee Ilicza wiecznie w III RP żywa.
    Życzę wszystkim zdrowia.

  12. Panie redaktorze.A dlaczego nie pozwoli Pan na twarde powiedzenie.Dosyć -dla dobra moich rodaków.,potrzebne jest przecięcie węzlła gordyjskiego.Mniej na zbrojenia a więcej na zdrowie – i zaprzestanie straszenia Putinami i innymi diabłami.A co najważniejsze ,robienie przez cyników 40 milionów idiotów.

  13. mopus11
    31 grudnia o godz. 12:48 1539
    To drobny tylko szczegół. Reszta wynika z doktryny neoliberalnej, o czym panu Żakowskiemu, pisać nie wolno. Wielki i szybki zysk, wszelkim kosztem, w pierwszym rzędzie kosztem prekariatu i zdobyczy socjalnych. Produktu tej nieludzkiej doktryny. I tak będzie dokąd to wszystko niepieprznie

  14. O, widzę, że przyszły instrukcje i pan Sauron je wykonuje

  15. Płacenie pacjenta za wizytę nie ma na celu dofinansowania służby zdrowia, tylko zmniejszenie liczby wizyt niepotrzebnych

  16. Mizeria srodkow na leczenie jest najwazniejszym problemem, a nie zarobki lekarzy. A dlaczego to nie mozna oblozyc skladka ubezpieczeniowa rolnikow i pozostale zastepy uprzywilejowanych? Z przyczyn politycznych, bo juz nas nie podeprze SLD?
    No to o d–e potluc cala reszte dyskursu i hipokryzji.
    @msn To pacjent sam sobie ma ordynowac wizyty potrzebne, a odrzucac niepotrzebne? Tak jak kiedys i zapewne duza ilosc spoleczenstwa do dzisiaj, ordynuja sobie sama wizyty u dentysty: nie boli- nie idziemy, boli – idziemy wyrwac. A jaka oszczednosc pieniedzy ubezpieczyciela.
    Jakies przykladziki, jak to starsi ludzie chadzaja nadmiernie z nudow nie sa zadnym argumentem. Na 50 wizyt niepotrzebnych zdarzy sie jedna, ktora zawstydzony swoja bezczelnoscia, czy z braku pieniedzy, pacjent nie odbyl, ze skutkiem dla siebie smiertelnym, lub chociaz trwalej utraty zdrowia. No i?
    Pojawila sie nowa mysl, ze lekarze nie musza sie wstydzic, ze chca zarabiac. Wszycy chca dobrze zarabiac. W porzadku. Ale czy lekarze zle zarabiaja? Chyba dobrze, wynika to ze statystyk, a takze ich trybu zycia, ktory mozna zaobserwowac golym okiem. A zasluzenie tak zarabiaja? Skoro najmniej w calej Europie wlasnie w Polsce ufa sie lekarzom, co mozna przeczytac w swiatecznej Polityce, to moze podwyzka im sie nie nalezy? Mozna tez myslec, ze lekarze sa dobrzy, tylko pacjenci przypadkowi i zli i najlepiej byloby wymienic ich na lepszy gatunek.
    Bardzo spodobala mi sie reforma sluzby zdrowia na Tajwanie. Zainteresowani znajda sobie ogolny zarys. Tyle, ze tam zdyscyplinowane spoleczenstwo reformatorow, lekarzy jak i pacjentow pozwolilo na to.

  17. Uważam że powinny być małe opłaty za wizyty u lekarza I zakup lekòw przez emerytòw. Mama moja miała kilogramy lekarstw nipotrzebnych (bo za darmo). Darmowych rzeczy się nie ceni, I nadużywa.

  18. @ zyta
    Miałem w rodzinie osobę, która kiedyś przychodziła do lekarza rodzinnego 2 razy w tygodniu. No niestety on nie jest po to, by pogadać.

  19. dlaczego…? bo zajmuje się tym ignorancja pod rękę z polityką, efekty nie mogą być inne, a zawiść wredna budzi się na myśl, że w Czechach (też pogruchotanych przez jedynie słuszny ustrój) mają służbę zdrowia na poziomie Europejskim…

  20. sol3zna:Czesi sa od setek lat o wiele bogatsi i zaradniejsi w gosp.niz Polacy.Nie grabia i niszcza:zobacz zamki i palace na Slasku i w Czechach.Obecnie W Niemczech dalej kradna Polacy ;Czesi nie!Bardziej niz ustroj sila rozwoju jest szkola!Analfabetyzm na Mazowszu i okolicy zlikwidowano dopiero w 1945 i szkolnictwo,tak do dzis,zabojczo scentralizowano ,podporzadkujac je potomkom analfabetow!

  21. A może niech zrabiają tyle co u Jankesów.Ale i odpowaidają jak tamci.Za złe odebranie porodu ,milion dolców odszkodowania.My jesteśmy narodem półśrodków i tego ,że jakoś to będzie.Bo tak przewidywało się ministrowi zdrowia.I tak od lat .A tylko dureń powtarza ten sam błąd.Bo jeżeli ma się wrzoda na dupie to trzeba go szybko wyciąć a nie czekać aż zrakowacieje.I tak jest ze wszystkim ,jakoś to było z samolotami i te jakoś spowodowało ,powstanie sekty ,która na lata zakłóca spokój i spokojne życie większości Polaków.

  22. A może by tak obniżyć emerytury mundurowe i górnicze, o których wzrost red. Żakowski zabiega od 20 lat, bo ‚sprawiedliwość społeczna’ i ‚walka z nierównościami’ polega jego zdaniem na dotowaniu mundurowej i górniczej arystokracji?

    A może obniżyć waloryzacje emerytur do wysokości inflacji, albo w ogóle nie waloryzować emerytur z wyjątkiem emerytury minimalnej? Wedle wszelkich badań emeryci są dziś bogatsi (mniej biedni) od pracujących i podnoszenie składek i emerytur będzie te nierówności powiększać. Emeryci mają swoje nieruchomości spłacone. No ale kogo obchodzi pracujący plebs, ważniejsza jest szlachta emerycka. Zwłaszcza dla obrońców ‚sprawiedliwości społecznej’ i przeciwników ‚neoliberalizmu’.

    Im dłużej emeryci będą rządzić, co jest nieuniknione biorąc pod uwagę strukturę wyborców, tym większy szok będzie, gdy ZUS zgodnie ze swoimi własnymi prognozami zbankrutuje państwo. Czy red. Żakowski dalej będzie chował głowę w piasek w tej sprawie? Nie mam złudzeń. Łatwiej jest prowadzić ideologiczne wojenki niż zająć się podstawowym problemem państwa i społeczeństwa.

  23. Ciekawe jest też pytanie, kto by stracił na podniesieniu składki zdrowotnej? Otóż stracili by na tym: najbiedniejsi, rząd oraz samorządy. Rząd i samorządy ponieważ składka zdrowotna jest odliczana od podatku PIT, czyli podniesienie składki obniża wpływy z PITu. I dlatego rząd tego nie zrobi. Chyba że jak poprzednio podniesie składkę bez możliwości obniżenia PIT (co komplikuje system podatkowy coraz bardzie), czyli obniży wynagrodzenia. I tego zapewne życzy sobie wielbiciel ‚sprawiedliwości społecznej red. Żakowski: niższych wynagrodzeń. Jeżeli jednak składkę będzie można odliczyć od PITu, nie zrobią tego najbiedniejsi podatnicy, którzy nie płacą PITu.

  24. Czy rzeczywiscie koszty opieki zdrowotnej sa finansowane tylko przez ZUS??Tj.dowod na to ,ze centralizm warszawski osiagnal granice debilizmu!Tak jak w prawie kazdej dzialnosci spol.-gospodarczej!
    Ale tym sie Polityka nie zajmuje.Za trudny problem!

  25. @ g-ww
    Wrzód na tyłku akurat nie rakowacieje. Co nie znaczy, iżby można było go leczyć zachowawczo

  26. Panie Redaktorze,

    mimo że ostatni obniżyłem pański rating publicystyczny chwytam za klawiaturę, bo poruszył Pan gorący temat.
    Z powodu pewnego rozgorączkowania nie czytałem obecnego gospodarskiego wpisu uważnie.
    Ważny jest problem, który aż pali mnie od środka, a to dlatego że pomysłodawczynia piekiełka w służbie zdrowia jest pańską koleżanką z konspiracji.
    Tylko przez szacunek do obecnie pełnionej przez nią funkcji piszę o okresie konspiracji jako okresie koleżeństwa, czyli równouprawnienia, chociaż każdy wie, że Koleżanka mogła w tamtym okresie nosić za Panem jedynie teczkę/papiery.

    To w okresie wzrostu politycznego pewnego męża stanu, który do polityki umiejętnie przeniósł instynkt walki ostatecznie ukształtowany poczas licznych pojedynków w cymbergaja, pani dr K oraz pani profesor G-W zasłużyły się jako wierne ogniwa egzekucyjne awansowanego ostatnio męza stanu.
    Można powiedzieć, że podczas tej posługi ukończyły coś na kształt politycznego MBA.

    Praktykę pani dr K. rozpoczeła od wygaszenia sporu w służbie zdrowia, który po części sama inspirowała, gdy u władzy była niemiła jej lewica.

    Na czym polegało wygaszanie szantażu lekarzy m. in. z tzw. Porozumienia Zielonogórskiego?

    Dopiero znacznie później okazało się, że dr. K. zatrudniła wszystkich liderów opozycji/baronów w ministerstwie, na którego czele stala, w randze wiceministrów, którzy mieli za zadanie zrealizowanie reformy służby zdrowia według własnych prajektów.
    Mózgiem „reformatorów” był dr hab. n. med., Włodarczyk (to ten, który po wprowadzeniu swojej reformy w życie zaraźił sie w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Warszawie sepsą, a przy okazji także HiV-em).
    Panowie doktorzy lojalnie po zakończeniu swojej refory opuścili swoje stanowiska i wrócili do tyrania na swoim.
    Przypadkowo w czasie jednej z dyskusji telewizyjenej z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia, prof. Religi i byłych reformatorów wyszło na jaw, że resort w czasie ich reformy otrzymał 26 mld złotych na realizację ich pomysłów z czego 6 mld poszło na refomy strukturalne (chyba jakieś doplaty dla wybranych za przejęcie zadłużonych placówek służby zdrowia), a pozostałe 20 mld (o czym była cisza) przeznaczona na sute podwyżki, głównie dla lekarzy funkcyjnych.

    Po tym w służbie zdrowia nastąpiła „wypasiona” cisza, aż do czasu kiedy brutalny przekręt nie zaczął boleśnie dotykać pocjentów.

    Można się domyśleć, że obecny minister pozostał jedynie nadal na swoim stanowisku tylko dlatego, że gdy kryzys w służbie zdrowia się pogłębi dr K., bez mrugnięcia powieką, zrobi z niego kozła ofiarnego dla ukrycia efektów swojej chytości politycznej.

  27. „Polacy za mało walczą o swoje i są zbyt słabo zorganizowani w grupach interesów, by rynek i demokratyczne państwo mogły dobrze działać.” napisał Jacek Żakowicz i to jest chyba najważniejszy problem, który jest „matką i ojcem” większości kolejnych problemów, m.in. tych, o których pisze Pan Żakowski.
    Od 1990 roku Polską rządzą mniej, lub bardziej zakamuflowani neoliberałowie. Dzięki prywatyzacji, oraz włączeniu związkowców w struktury przedsiębiorstw, udało się rozwalić „Solidarność” i solidarność. Za PRL „S” była naprawdę solidarna, obowiązywała zasada „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, nacisk na władzę, czy to w kwestiach pracowniczych, czy ogólnospołecznych, był bardzo efektywny, prywatyzacja i związana z tym niska podaż pracy sprawiła, ze ludzie zamiast na dobru ogólnym skoncentrowali się na dobru własnym. Górnicy, czy kolejarze, którzy za PRL strajkowali w obronie pracowników PGR-ów, teraz interesują się sami sobą, a na straży tego, żeby tak było stoją, obecnie, szefowie organizacji związkowych w poszczególnych przedsiębiorstwach. Dziś każdy patrzy swego, „pilnuje roboty” i aktywizuje się jedynie wówczas, kiedy jego własne interesy są zagrożone. Polacy dali się tak ogłupić, ze jedyne co ich jeszcze jest w stanie wyciągnąć z domu, to różne durne hurrapatriotyczne i „bogoojczyżniane” spędy, pielgrzymki itp. dzięki temu władza oraz korporacje zawodowe, zazwyczaj bardzo dobrze zorganizowane w obronie swoich interesów, z reguły osiągają, to, czego pragną. Najgorsze, w tym wszystkim jest, to, że nie zwiastuje zmian na lepsze, no chyba, że Ikonowicz zostanie premierem 🙂

  28. @mpn osoba z Twojej rodziny, ktora przychodzila x2 w tygodniu do lekarza to chyba anegdota rodzinna, a nie argument za wprowadzeniem oplat, ktore maja nauczyc niesfornych obywateli rozpoznawac samemu, czy jest sie chorym.

  29. @ zyta
    Niestety prawda.
    I jak się posiedzi w POZ, to widać, że wielu wizyt można by uniknąć.

  30. Kolejny. po pani Kluzik, ” wielopartyjny” minister od bardzo wrażliwej wyborczo i niepodatnej na PR-owe sztuczki dziedziny konfliktuje PO z wielką grupą inteligenckich wyborców próbując ich przeciwstawić, pod hasłem „patrzcie z kim muszę pracować”, społeczeństwu. Służba zdrowia, z rodzinami, to pół miliona wyborców, edukacja to milion. Wystarczy, że zostaną w domu…;-) A ilu wyborców pozyskano tą antyinteligencką kampanią?

  31. Panie Redaktorze. A dlaczego nikt nie mówi głośno o pakiecie onkologicznym? Słyszymy, jak się polepszy diagnostyka nowotworów. Otóż nie. Kartę onkologiczną można założyć tylko chorym, którzy mają już nowotwór złośliwy rozpoznany. Nie podejrzenie – nie. Rozpoznany i potwierdzony w badaniach histopatologicznych. O jakiej szybkiej diagnostyce onkologicznej zatem pan Arłukowicz mówi?